













|
Witamy na stronie Królewskiego Pruskiego Regimentu Piechoty Alt Kreytzen. Zapraszamy do zapoznania się z nami i naszą działalnością. Będziemy starać się informować na bieżąco o wszystkim, co się u nas dzieje.
W imieniu Regimentu
Krzysztof Czarnecki, feldwebel
kontakt: regiment@altkreytzen.org.pl
feldwebel Krzysztof Czarnecki
tel: 603 244-245
e-mail: feldwebel@altkreytzen.org.pl
20 - 22 styczeń 2012, Świdnica, 300 rocznica urodzin Fryderyka Wielkiego zobacz więcej.
14 stycznia 2012
Najbliższe projekcje filmu DAAS:
16 stycznia, godz. 19.00, Kędzierzyn Koźle, kino Chemik
18 stycznia, godz. 18.00 i 20.30, Opole, kino Studio MDK
20 - 22 stycznia, godz. 19.00, Świdnica, kino Gdynia
W filmie statystował regiment Alt Kreytzen.
a oto trailer: DAAS
12 stycznia 2012
Dowództwo stowarzyszenia "Der Dreispitz" informuje, że tradycyjna, lipcowa impreza w Desssau - Leopoldfest - nie odbędzie się. W zamian proponuje wzięcie udziału w festynie historycznym w Coswig / Anhalt.
10 stycznia 2012
We wtorek, 17 stycznia 2012 r w Kłodzku odbędzie się premiera fabularyzowanego filmu dokumentalnego "Twierdza Kłodzka", który powstał w ubiegłym roku w ośrodku Telewizji Polskiej we Wrocławiu. Udział w filmie wzięły liczne grupy historyczne z różnych epok.
7 stycznia 2012
W tym roku po raz pierwszy Marsz Noworoczny odbył się na polu bitwy pod Piławą. Zebraliśmy się na łące pod Spitzbergiem. Celem pierwszym było osiągniecie pomnika. Po drodze spotkaliśmy sporą grupkę myśliwych, którzy żywo się naszym oddziałem zainteresowali Po rozdaniu ulotek ruszyliśmy na pomnik. Trasa w kierunku Gilowa była dość uciążliwa za sprawą olbrzymiej kopalni kruszywa, która zjada masyw Rybaka i pole bitwy od strony wschodniej. Następny przystanek to sklep w Gilowie, gdzie niespodziewanie nawiązaliśmy ciekawą znajomość z miejscową "władzą". Ognisko wraz z posiłkiem urządziliśmy na obiekcie nieznanego przeznaczenia, wykonanym z kamienia, znajdującym się na najwyższym punkcie góry Zguba. Było około piętnastej, kiedy ruszyliśmy drogą powrotną w kierunku aut. Po przebyciu lasów, wzgórz, łąk, pół, błotnistych rowów, nasypów kolejowych, około 16.30 rozjechaliśmy się do domów.
Zebrało się nas siedem osób - pięciu żołnierzy, jeden woj słowiański i jeden rekrut. Pogoda nadzwyczaj dopisała, lekki wiatr i dodatnia temperatura sprawiły, że maszerowało się wyjątkowo przyjemnie. Życie utrudniała jedynie mokra gleba - a kilka dość długich odcinków trzeba było pokonać po prostu przez pola. Z zakończeniem zdążyliśmy idealnie - gdy doszliśmy do aut, zaczęło mżyć, a po pół godzinie rzucać grubym śniegiem z deszczem. Długość trasy wyniosła prawie równo 12 km. Droga nietrudna, poza kilkoma krótkimi, stromymi kawałkami. Okolica piękna, właściwie z każdej strony masywu Rybaka są znakomite miejsca na biwaki. W sumie trasa w sam raz na jeden dzień spaceru.
zdjęcia: Lieutenant, Corporal
1 stycznia 2012
Zapraszamy do zapoznania się z najaktualniejszym terminarzem imprez osiemnastowiecznych w Polsce, Czechach i Niemczech: terminarz 2012.
29 grudnia 2011
W związku z odwołaniem sylwestra w Cerhenicach milicja fotu Le Boeuf postanowiła się po raz ostatni w 2011 r. wyprawić na pogranicze prusko - austriackie. Patrol zaczęliśmy w Zagórzu Śląskim. Udaliśmy się najpierw do Niedźwiedzicy, stamtąd na pozostałości szańca z 1760 r. Następnie grzbietem wzgórz, wzdłuż którego ciągnęła się granica obozu pod Modliszowem, zeszliśmy do Podlesia, do Lipy Fryderyka, następnie udaliśmy się na dominujące nad okolicą wzgórze Klasztorzysko, podziwiając po drodze widoki. Nieco poniżej szczytu zrobiliśmy ognisko, zjedliśmy posiłek i udaliśmy się z powrotem do Zagórza.
Pogoda dopisała, rano co prawda było pochmurno i ponuro, ale zaczęło się przejaśniać, a do południa było już słonecznie i dość ciepło. Chwilami dokuczał zimny wiatr, ale jak na zimę to warunki były wręcz luksusowe. Droga bardzo lekka, poza jednym dużym podejściem na Niedźwiedzicę i zejściem z Klasztorzyska. W sumie przeszliśmy około 12 km. W końcowej fazie marszu natknęliśmy się na wycieczkę ze Szczecina, która w zamian za nieco wiedzy o milicji i kilka strzałów z muszkietu podzieliła się z nami zacną wiśniówką.
zdjęcia: Christoph,, David
14 grudnia 2011
Jakoś tak przez przypadek "zrobił się" mały patrol milicji fortu Le Boeuf w okolicach Barda Śląskiego. Celem było poszukiwanie szańców austriackich w czasów wojny siedmioletniej. Cel zrealizowaliśmy połowicznie - co prawda odkryliśmy kilka pozostałości szańców na Górze Różańcowej, ale z powodu krótkiego dnia czasu nie było zbyt wiele, a musieliśmy dojść do Brzeźnicy. W zasadzie nie da się pogodzić celów poszukiwawczych i wycieczkowych.
Przejrzeliśmy stoki Góry Różańcowej, odkrywając kilka miejsc, które mogły być pozostałościami szańców - długie, proste wały, coś rodzaju redanu - jakby stanowisko dla działa. Najlepiej zachował się ten fragment na północnym zboczu, od strony Pańskiej Góry. Trochę czasu zeszło na odpoczywanie i biwakowanie. Cała trasa wyniosła ok. 10 km. Pogoda piękna, słaby wietrzyk i dość ciepło, choć w zacienionych miejscach przetrwał szron i lód na kałużach. Okolica jest bardzo atrakcyjna i wędrówkowo, i biwakowo.
fotki: Christoph , David
8 grudnia 2011
W Austrii ukazała się całkowicie nowa publikacja o Fryderyku Wielkim i jego armii: Friedrich der Grosse und die Uniformierung der preußischen Armee von 1740 bis 1786. Dzieło prezentuje się bardzo korzystnie - dwa tomy, razem 824 strony, około 1500 ilustracji kolorowych i czarnobiałych, okładki płócienne i obwoluta. Zawartość 1 tomu to zarys ogólny historii i organizacji armii pruskiej, oraz opis elementów umundurowania, nakryć głowy, drobnych elementów wyposażenia, haftów, guzików itp. oraz użytkowanych materiałów i technik wykonania, w drugiej części omówione są po kolei poszczególne regimenty.
tytuł: Friedrich der Grosse und die Uniformierung der preußischen Armee von 1740 bis 1786.
autorzy: Daniel Hohrath, Judith Zimmer, Elisabeth Boxberger
wydawnictwo: Militaria, Wiedeń
rok wydania: 2011
strona wydawcy: Friedrich der Grosse und die Uniformierung der preußischen Armee von 1740 bis 1786.
6 grudnia 2011
Marsz z okazji 254 rocznicy bitwy pod Lutynią rozpoczął się zachęcająco - sobota przywitała nas piękną pogodą, było słonecznie, ciepło i prawie bezwietrznie. Zebrało się nas w sumie 6 osób. Spod kościoła w Lutyni wymaszerowaliśmy około 10.15. Trasa wiodła początkowo drogą przez wieś, następnie polną, na północny zachód. Było ładnie i sucho, a drogi polne niezdewastowane przez ciężki sprzęt rolniczy, więc maszerowało się naprawdę wygodnie. Po dwóch kilometrach skręciliśmy w stronę Radakowic, gdzie przy placu zabaw urządziliśmy dłuższy postój. Miejscowa ludność zaczęła znosić różne ciekawe rzeczy - a to piękny plan bitwy, staloryt prawdopodobnie z 2 poł XIX w., a to znaleziony w pobliżu wsi drugowojenny bagnet od Mosina.
Następnie ruszyliśmy w dalszą drogę. Za Łowęcicami, idąc do Jarząbkowic, przecięliśmy szlak pruskiego marszu. W Jarząbkowicach odwiedziliśmy miejscowy sklep, a następnie doszliśmy do Zakrzyc, gdzie w zaroślach na skarpie założyliśmy biwak. Szybko rozpalone ognisko przydało się do pieczenia kiełbasy i kaszanki - rozpusta jedzeniowa jako żywo nie pasowała do pruskiej armii. Ciemno już było, jak ruszyliśmy do Lutyni. Zapaliliśmy świeczkę przy krzyżu w miejscu wyłomu w murze, odśpiewaliśmy chorał lutyński i wróciliśmy do bazy.
W niedzielę pogoda znacznie się pogorszyła - drobny deszcz, ogólnie pochmurno i ciemno. Spotkaliśmy się na Podwalu przy konsulacie niemieckim, skąd przeszliśmy reliktami fortyfikacji - wzdłuż fosy przez Bastion Sakwowy, Bramę Oławską, Bastion Ceglarski. Dalej przez Ostrów Tumski, Wyspę Piaskową w stronę uniwersytetu, stamtąd przez Więzienną i Jatki na Rynek, gdzie odbywa się Jarmark Świąteczny. Z Rynku już prosto Oławską do aut - i tak zakończyła się nasza wyprawa.
zdjęcia: Herr Lieutenant, Corporal, Agnieszka.
28 listopada 2011
W dniach 25-26 listopada 2011 r., w czytelni Wojewódzkiej Biblioteki Pedagogicznej w Opolu, Filii w Kędzierzynie - Koźlu przy ul. Balwirczaka odbyła się konferencja naukowa poświęcona twierdzy Koźle, zorganizowana przez Urząd Miasta Kędzierzyn - Koźle, Polskie Towarzystwo Historyczne okręg Opole, Historyczno - Archeologiczne Stowarzyszenie "Pro Memoria", Pedagogiczną Bibliotekę Wojewódzką w Opolu, filia w Kędzierzynie - Koźlu przy współudziale Pracowni Historii Wojskowości Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego.
Pierwszym wystąpieniem była prezentacja porozumienia w sprawie badań historycznych prowadzonych na terenie miasta podpisana przez władze Kędzierzyna - Koźle i przedstawicieli Uniwersytetu Opolskiego. Porozumienie zatytułowane "Ścieżka edukacyjna - Twierdza Koźle" zaprezentował miejscowy historyk, współorganizator i jednocześnie pracownik magistratu Robert Słota, zajmujący się historią Koźla. Następnie swój referat "Modernizacja twierdzy Koźle na przełomie XVIII i XIX wieku" wygłosił drugi ze współorganizatorów konferencji dr Grzegorz Podruczny. W referacie przedstawił bardzo interesujące informacje pozyskane w wyniku kwerendy archiwalnej i bibliotecznej w Berlinie, a zwłaszcza rozwój i ewolucję planów związanych z rozbudową twierdzy, aż po jej likwidację. Z kolei Mariusz Wojciechowski, w referacie "Fort Fryderyk Wilhelm a francuska myśl fortyfikacyjna końca XVIII wieku" przedstawił w bardzo ciekawy sposób rozwój myśli fortyfikacyjnej na przykładzie wybranych przez niego inżynierów francuskich. Prezentacja poprzedzona została wstępem, w którym autor wyjaśniał słownictwo i wpływ języka francuskiego na nazewnictwo fachowe związane z budową i zdobywaniem twierdz., Marcin Wichrowski przedstawił referat "Rozwój myśli fortyfikacyjnej i jej uwarunkowania lat. 60 XIX wieku na przykładzie fortu Kronprinz za pomocą zebranego materiału kartograficznego". Do najistotniejszych czynników zaliczył on ewolucję sztuki zdobywania twierdz, związaną ze wzrostem siły i potęgi ognia artyleryjskiego wywołanym powszechnym zastosowaniem dział gwintowanych. Pierwszy dzień zakończył się prezentacją przez Grzegorza Podrucznego jego książki "Twierdza od wewnątrz. Budownictwo wojskowe na Śląsku w latach 1740-1806".
W sobotę o godz. 10:00 symbolicznym a zarazem uroczystym przekazaniem pocisku artyleryjskiego (50 funtowy granat francuski) przez mgr Roberta Słotę Towarzystwu Ziemi Kozielskiej, nastąpiło otwarcie drugiego dnia konferencji. Następnie mgr Słota przedstawił przebieg zdobycia twierdzy kozielskiej w 1745 r. przez pandurów i jej odbicie przez wojska pruskie dowodzone przez gen. von Nassau we wrześniu 1745 r. Tomasz Karpiński omówił historię twierdzy w latach 1756-1763, przedstawiając kolejno rozbudowę twierdzy w latach 1756-1757, zmiany zachodzące w składzie garnizonu, blokady twierdzy w latach 1758, 1759 oraz krótkie oblężenie w październiku 1760 r. Tematykę starszych fortyfikacji w mieście poruszył Olgierd Kniejski, przedstawiając referat "Andrzej Kochcicki starszy, pan na kozielskim zamku w latach 1617-1626".
Po krótkiej przerwie nastąpiła druga seria referatów. Dr Magdalena Przysiężna - Pizarska w prezentacji "Twierdza kozielska jako temat badawczy dla archeologa" dała przegląd metod badawczych współczesnej archeologii oraz pola, jakie otwierają one w przypadku Koźla. W kolejnym referacie dr Grzegorz Podruczny przedstawił w imieniu swoich studentów wyniki terenowej inwentaryzacji pozostałości twierdzy Koźle z XVIII i XIX wieku. Na zakończenie dr Tomasz Przerwa przedstawił efekt badań prowadzonych nad ludnością Srebrnej Góry. Pokazał on, w jaki sposób, opierając się na księgach metrykalnych pokazać można przeobrażenia, jakie zachodzą w społeczeństwie lokalnym małego miasteczka, które przeobraziło się w miasto o charakterze garnizonowym.
Uzupełnieniem serii referatów była wycieczka śladami pozostałości nieruchomych elementów zabudowań obronnych twierdzy Koźle prowadzona przez Grzegorza Podrucznego. Podczas trwającej prawie 2 godziny wycieczki zwiedzono m.in. fragment drogi krytej i wału głównego twierdzy oraz kompleks umocnień i kazamat reduty kłodnickiej.
23 listopada 2011
Na corocznym spotkaniu dowódców grup w Magdeburgu udział wzięło ok. 30 osób, reprezentujących głównie grupy z Niemiec. Reprezentowane były dwie grupy polskie: IR Alt Kreytzen oraz GR von Lattorff. Niestety nie było nikogo z Czech, co utrudnia i tak nienajlepszy kontakt z tamtejszymi grupami.
Na spotkaniu zrealizowano porządek dzienny zgodnie z planem. Omówiono w skrócie dokonania stowarzyszenia w ciągu 10 lat jego istnienia oraz udział w imprezach w 2011 r. Następnie omówiono propozycję imprez w 2012 r., zwracając szczególną uwagę na imprezy związane z 250 rocznicami ostatnich bitew i oblężeń wojny siedmioletniej. Proponowany kalendarz wydarzeń w 2012 r. znajduje się na naszej podstronie.
W dalszej dyskusji przyjęto szereg wniosków, zmierzających do poprawienia jakości wspólnych działań, m.in. zdecydowano o prowadzeniu wspólnych ćwiczeń na pierwszych imprezach w roku, w celu ujednolicenia musztry )także dla oficerów i podoficerów) i działań bojowych, przyjęto wniosek o publikacji wytycznych w celu ujednolicenia kroju i barw mundurów oraz stosowania właściwych materiałów. W lutym lub marcu powinno odbyć się spotkanie oficerów i podoficerów w Erfurcie, na którym omówione zostaną podstawy jednolitego wyszkolenia oddziałów. Zwrócono uwagę na konieczność klękania pierwszego szeregu podczas strzelania, czego niektóre grupy zdają się unikać.
Osobno omówiono kwestie bezpieczeństwa uczestników imprez. Po wypadku w Kamieńcu Podolskim należy ponownie rozważyć wariant nieużywania stempli podczas ładowania. Podczas akcji oficerowie i podoficerowie mają zwracać szczególną uwagę na prawidłowość procesu ładowania, a podczas szkolenia należy położyć nacisk na dokładne wykonywanie wszystkich czynności, związanych ze strzelaniem. Ustalono również, że minimalna odległość prowadzenia bezpiecznego ognia to 20 metrów.
Na koniec spotkanie przedstawiono jeszcze sprawy związane z finansami stowarzyszenia oraz utrzymaniem strony internetowej.
Pełny tekst protokołu z zebrania dowódców zostanie zamieszczony po jego przetłumaczeniu na język polski.
10 listopada 2011
Coroczne spotkanie dowódców grup historycznych, zrzeszonych w stowarzyszeniu Der Dreispitz, odbędzie się 19 listopada w Magdeburgu. Program spotkania wygląda następująco:
1. Powitanie
2. Przyjęcie porządku dziennego i wybór protokolanta
3. Przegląd działań w 2011 r.
4. Sytuacja finansowa stowarzyszenia, koszt prowadzenia strony internetowej
5. Poprawa jakości inscenizacji i sprawy bezpieczeństwa.
6. Stosunek dowódców i podwładnych, oraz stosunki wzajemne różnych grup
7. Pozostałe sprawy, dyskusja
7 listopada 2011
W dniu 17 września 1760 armia pruska, naciskana przez przeważające siły austriackie przemaszerowała z Dobromierza przez Szymanów, Ciernie, Mokrzeszów i Witoszów w okolice Modliszowa, skąd wyparła w potyczce blokujące drogę oddziały graniczarów. W następnych dniach armia zajęła pozycje w obronnym obozie, zwanym obozem pod Modliszowem (Hoch Giersdorf), ciągnącym się od Modliszowa przez Stary Julianów, Dziećmorowice naokoło wzgórz Palczyk i Klasztorzysko aż po Niedźwiedzicę.
A oto wyniki rekonesansu w miejscu północno - wschodniego skrzydła tego obozu: Herr Lieutenant.
3 listopada 2011
Sudeckie Towarzystwo Rekonstrukcji Historycznej wprowadziło się do nowej siedziby w Sudeckim Centrum Wspierania Organizacji Pozarządowych. Budynek mieści się przy ul Długiej 33, naprzeciw katedry. W świeżo przebudowanym budynku, pracę rozpocznie wkrótce kilkadziesiąt świdnickich organizacji, które działają na rzecz mieszkańców.
Przebudowa budynku przy ul. Długiej 33 rozpoczęła się w lipcu 2010 r. Prace zakończono z końcem sierpnia 2011 r. W tym czasie budynek przeszedł generalny remont łącznie z wymianą dachu, stropów i schodów. Podjazd i winda sprawiają, że jest przyjazny dla osób niepełnosprawnych. Po przebudowie cały budynek przeznaczony został na potrzeby organizacji pozarządowych. Mają one do dyspozycji biura, sale szkoleniowe z zapleczem socjalny na każdym piętrze, w tym specjalistyczne (gabinet lekarski, sala warsztatów plastycznych). Na miejscu zlokalizowano również salę wielofunkcyjną (wewnętrznie dzieloną) dla ponad 70 osób wraz z zapleczem.
W nowej siedzibie organizacje będą miały zapewnione bardzo dobrze przygotowane miejsce do prowadzenia działalności. Będą mogły skorzystać ze sprzętu komputerowego i małej poligrafii, obsługi sekretariatu, doradztwa prawnego i szkoleń.
28 października 2011
Kolejny, trzeci już biwak kanadyjski za nami. Akcja zaczęła się w na stacji kolejowej w Bardzie Śląskim. Po wizycie w nadleśnictwie, gdzie rozmawialiśmy o możliwości wykorzystania i zagospodarowania szańców grochowskich, oraz krótkim pobycie w miejscowym wyszynku pomaszerowaliśmy w kierunku planowanego miejsca biwaku. Miejsce znakomite - pięknie zachowany szaniec dwa kilometry od Barda. Z pociągu można tam dojść nawet z ciężkim bagażem. W pobliżu inne szańce z okresu wojny siedmioletniej - zazwyczaj mówi się o pięciu, ale z pewnością jest ich więcej.
Czas do zmroku zleciał szybko - rozbijanie płachty, inspekcja szańców, zbieranie drewna, rozpalanie ogniska, łamanie tomahawków i inne czynności, kolacja za to była obfita - swojskie kiełbaski, kaszanka, ser pieczony i boczek z chrzanem... Mmmmm... Niestety międzyczasie rozpadało się konkretnie i tak już padało do rana, na szczęście temperatura jak na koniec października wyjątkowo wysoka, co pozwoliło przespać się nadzwyczaj komfortowo, na sienniku wypchanym sianem z pobliskiego paśnika.
Poranek przywitał nas deszczem i okrutną wilgocią, ale i nadzieją na lepszą pogodę - na horyzoncie pomiędzy drzewami zamigotały promienie słoneczne. Na słońce jednak przyszło czekać do późnego popołudniana. Mimo trudnych warunków udało się rozpalić ognisko i zagotować kawę w kubkach. Lura to była okrutna i pijało się lepszą ale miała jedną niezaprzeczalną zaletę - była ciepła! Powoli zwlekliśmy się z obozu w kierunku Brzeźnicy, odkrywając po drodze pozostałości kolejnych oszańcowań sprzed 250 lat. Po dotarciu bez większych przygód do wioski odwiedziliśmy sklep, następnie dość forsownym marsze wzdłuż Masywu Brzeźnicy osiągnęliśmy szaniec grochowski gdzie skonsumowaliśmy, obiad składający się z podobnych frykasów co kolacja. Po solidnym posiłku ruszyliśmy w stronę Tarnawy i Ząbkowic. O zmierzchu dotarliśmy na ząbkowicką stację PKP gdzie nastąpił koniec naszej "kanadyjskiej" wędrówki. Tego dnia przeszliśmy ok. 15 km.
zdjęcia: David, Christophe.
11 października 2011
Ostatnia duża impreza 2011 r. upłynęła pod znakiem jesiennej pogody. Już w czasie podróży kilkakrotnie złapał nas deszcz. Obóz rozbijaliśmy na mokrej trawie, w nocy i rano w sobotę znów kilkakrotnie padało, także w niedzielę rano w czasie pakowania i zwijania namiotów.
Obóz był w nieco innym miejscu - tym razem zmieścił się między kurtyną a kleszczami, fosa rawelinu była niedostępna. Pole bitwy na przepolu bastionu, niewielkie, wewnątrz chałupa i kozły hiszpańskie. Zaopatrzenie bardzo dobre - duża ilość mięsa, jakieś serdelki i pasztety, ziemniaki, cebula, jabłka i po pół wielkiego bochenka chleba na twarz. Dostaliśmy także historyczny "żołd" - po kilkanaście kopii austriackich monet z okresu wojny, różnych nominałów.
Najważniejsze punkty programu były bardzo dobre (bitwa dzienna) i znakomite (bitwa nocna). W pierwszej broniliśmy wsi i jakiegoś szańca, Austriacy atakowali, a mieli mniej więcej trzykrotną przewagę. Sporo pirotechniki było, jak nam to zaczęło wybuchać przed nosami, poczuliśmy się naprawdę jak na polu bitwy. W pewnym momencie Austriacy ustawili linię kilku grup, ze stu ludzi i pięknie strzelali salwami. Po kolei kasowali punkty oporu i na koniec bezlitośnie nas wymordowali, na szczęście Herr Lieutenant zdążył regiment poddać i z wyjątkiem kaprala uszliśmy z życiem.
Wieczorna bitwa jeszcze lepsza. Tym razem Austriacy obozowali we wsi, my ich potajemnie otoczyliśmy. Cała artyleria była po naszej stronie, siedem czy osiem luf. Cesarscy ładnie odegrali scenki obozowe - pijaństwo, bijatyki itp. Na sygnał rozpoczęliśmy atak. I tu zaczęło się piekło - co strzał z armaty, to wybuch w obozie cesarskim. I to między ludźmi! Nasze regimenty strzelały ze wszystkich luf w maksymalnym tempie. Austriacy jakoś się pozbierali i zaczęli się ostrzeliwać zza płotów. W pewnym momencie wyleciał w powietrze wóz amunicyjny, stojący najwyżej pięć metrów przed szykiem cesarskich. Ruszyliśmy wszyscy do koncentrycznego ataku, ale udało im się nas odeprzeć. Jednak gdy zapaliła się chałupa, wygnało to obrońców zza płotów, a wtedy rzuciliśmy się na nich i roznieśliśmy bagnetami. W pewnej chwili Sasi (Grefinka, Manfred i Martin) w akcie rozpaczy zaatakowali nas na bagnety a my ich rozstrzelaliśmy jedną, dobrze mierzoną salwą. Na pobojowisku trwało w najlepsze mordowanie jeńców i rannych oraz łupienie trupów, gdy komentator zakończył bitwę. Po prezentacji regimentów odbył się jeszcze pokaz ogni sztucznych (bardzo bogaty) i na tym skończyła się oficjalna część programu.
Impreza była bardzo dobrze przygotowana, mimo pewnych mankamentów. Widać było rozmach i niemałe pieniądze w to zaangażowane. Gdyby nie pogoda, byłaby to bez dyskusji najlepsza impreza w tym roku.
Ukazuje się sporo materiałów fotograficznych i filmowych, linki będziemy dodawać w miarę ich otrzymywania.
nasze zdjęcia: Corporal
inne zdjęcia: tetaendy, Litoměřický Denik - piątek, Litoměřický Denik - sobota, Litoměřický Denik- bitwa, doktor trojda
Facebook: Jana Berova 1, Jana Berova 2
filmy: Vašek Skořepa 1, Vašek Skořepa 2
4 października 2011
Z okazji 250 rocznicy zdobycia Świdnicy przez Austriaków Sudeckie Towarzystwo Rekonstrukcji Historycznej wydało broszurę pod tytułem "Zdobycie Świdnicy przez armię cesarską 1 października 1761 r.", autorstwa Krzysztofa Czarneckiego.
O sposobie dystrybucji publikacji poinformujemy za 2 - 3 tygodnie. Cały dochód ze sprzedaży publikacji przeznaczony jest na sfinansowanie kolejnych wydawnictw.
4 października 2011
Impreza z okazji 250 rocznicy zdobycia twierdzy w Świdnicy przez armię cesarską dowodzoną przez generała Laudona przeszło do historii. Pogoda dopisała, dnie były słoneczne i bardzo ciepłe, wręcz upalne, noce niezbyt zimne. Zjawiło się około 150 żołnierzy z kilkunastu grup z Polski, Czech i Niemiec, ponadto pewna liczba markietanek, żon i dzieci żołnierskich.
W sobotę rano dzień zaczął się odprawą dowódców i wydawaniem prochu. O godz. 12.00 regimenty pojawiły się na Rynku, aby asystować w uroczystości wkładania pamiątek do kuli odbudowywanej wieży ratuszowej. Potem nastąpił powrót do obozu, by po 15.00 wymaszerować w kierunku Fleszy Jawornickiej.
Inscenizacja bitwy odbyła się na niewielkim i ciasnym terenie przed Fleszą, przez co działania sprawiały wrażenie bardzo dynamicznych. Austriacy zaatakowali pierwszy raz i zostali odparci. Po podciągnięciu artylerii zmusili Prusaków do odwrotu i po kolei rozbijali oddziały aż do zdobycia Fleszy. Po zakończeniu inscenizacji na majdanie odbyła się uroczystość zawarcia pokoju między stronami, a odpowiedni dokument podpisali dowódcy stroni oraz prezydent miasta.
W niedzielę grupa żołnierzy i rekrut udali się na przemarsz, na pole bitwy pod Burkatowem. Mimo wcześniejszych zapowiedzi, inne grupy nie zdecydowały się udział w marszu i spędził czas w obozie.
nasze zdjęcia: Hahn, Corporal, Agnieszka, Karolina.
inne zdjęcia: Dziamdziak, Tygodnik Świdnicki
filmy: film 1, film 2, film 3, film 4, film 5, film 6, film 7, film 8, film 9
30 września 2011
We wrocławskim Dolnośląskim Centrum Filmowym odbyła się oficjalna premiera filmu DAAS. Uroczystość odbyła się bez gwiazd, pojawiło się kilku aktorów drugoplanowych oraz producent, reżyserzy i pracownicy filmu, oraz zaproszeni goście. Mi przytrafiło się przesiedzieć całą projekcję obok Roberta Gonery.
Film jest dość trudny, mimo pewnych mielizn ciekawy i intrygujący. Piękne zdjęcia, bardzo dobry dźwięk, co nie jest oczywistością w polskich filmach, i dobra obsada pozwalają z czystym sumieniem polecić film każdemu, kto oczekuje więcej niż zwykłej strzelanki. Nawet naszym wprawnym pruskim okiem bardzo trudno było wychwycić jakieś uchybienia - jedyne, co zauważył Corporal, to strzał z pistoletu głównego bohatera - najpierw otworzył panewkę, a potem strzelił.
Naszą grupę można zobaczyć w kilku niedługich ujęciach. Pierwsze to atak na worek, później ćwiczenia musztry. W kilku scenach w tle rozlegają się wrzaski Feldwebla z placu musztry. Jednak prawdziwymi pruskimi gwiazdami stali się Marek i Tomek, których na zbliżeniu pokazuje się kilkanaście sekund, a Marek nawet dostąpił zaszczytu dostania w twarz od hrabiego Grossera.
Nasza umundurowana obecność na premierze została zauważona zarówno przez producenta oraz pracowników filmu, jak i przez redakcję kulturalną Gazety Wyborczej, która nakręciła krótki wywiad.
Kilka fotek: Agnieszka
26 września 2011
Pola Chwały 2011 upłynęły pod znakiem pięknej, letniej pogody. Całe trzy dni niebo było niemal bezchmurne, było ciepło i bezwietrznie, choć zimne noce przypominały, że już jest jesień. Impreza bardzo dobrze zorganizowana, mnóstwo atrakcji, ciekawe obozy i sprzęt (choć wydaje się, że w tym roku ciężkiego sprzętu było mniej niż w ubiegłym). Obowiązkowy koncert Jacka Kowalskiego, w niedzielę parada oddziałów i krótki pokaz.
Ekipę stanowiliśmy niewielką, razem siedmiu żołnierzy, nas trzech i czterech z Treskowa. Ze względu na róznice w wyszkoleniu nie bardzo mieliśmy się z czym pokazać. Zdecydowaliśmy, że w trójkę podejmiemy pewne działania. W składzie jednego oficera i dwóch żołnierzy trudno zaimponować - ale to się nam udało. W sobotni wieczór zrobiliśmy krótki patrol na rynek z pokazem musztry i strzelania i w niedziele od wielu ludzi zebraliśmy gratulacje za wzorową postawę i umiejętności. Pamiętano nas zresztą z ubiegłego roku i często słychać było hasło "różowe pantery".
W niedzielę mieliśmy zaplanowany krótki pokaz wraz z ekipą Księstwa Warszawskiego. Koncepcja była taka, że na podstawie umundurowania, wyposażenia i podstawowej musztry wykażemy postęp, który dokonał się w ciągu pół wieku. dołączony do nas został jednak Legion Polski z węgierskiej Wiosny Ludów i cała koncepcja wzięła w łeb. Dokonaliśmy więc krótkiego omówienia umundurowania, następnie pokaz podstawowej musztry i na tym nasz udział się zakończył. Po porcji grochówki spakowaliśmy się szybko i ruszyliśmy w drogę powrotną.
Była to jedna z najlepszych imprez w tym roku. Mimo, że było podobnie niż w zeszłym roku to atmosfera - wydaje się - dużo lepsza. Okazuje się, że przy dość skromnym jak na taką imprezę budżecie, można zrobić coś naprawdę atrakcyjnego i ciekawego.
zdjęcia: Lieutenant, Corporal, Karolina
26 września 2011
Niniejszym podaje się do powszechnej wiadomości, że w dniu 25 września 2011 r. w Niepołomicach, Gefreiter Dawid Mileszko za wzorową postawę w służbie Króla został awansowany do stopnia kaprala - Corporal, czyli pełnego podoficera.
20 września 2011
250 rocznica bitwy pod Katzenhausern to jedyna w tym roku impreza rocznicowa w Niemczech. Miejsce imprezy malownicze - rozległe, trawiaste pole, na przeciwległych krańcach obozy - saski (mały) i pruski(znacznie większy). Pomiędzy nimi ziemia niczyja, która co rusz przekształcała się w pole mniejszych i większych potyczek. Wokół pagórkowate pola, niewielkie wsie, lasy. Pogoda dopisywała, więc pomijając zimny wiatr piątkowego wieczoru było bardzo sympatycznie i nastrojowo.
Sobota rozpoczęła się od apelu oddziałów, które następnie wyruszyły w stronę oszańcowanego wzgórza Radewitzer Berg. Pierwsi maszerowali Sasi, gęsto ostrzeliwując następujących im na pięty Prusaków. Nasz oddział zamykał kolumnę pruską, a dowódca wpadł na pomysł, żeby przejść skrótem i odciąć Sasom drogę. Niestety ci nie stanęli na wysokości zadania i skręcili nie w tę stronę, co trzeba i marsz przez kilometrowe pole kukurydzy okazał się daremny. Opóźnienie okazało się brzemienne w skutki - ci co byli przed nami wypili cały przygotowany na wzgórzu zapas wody.
Po powrocie do obozu czekał na nas całkiem niezły gulasz, a następnie bitwa. Organizatorzy przecenili nieco nasze możliwości - pole był wielkie, wojska mało. Staliśmy na prawym skrzydle, a Sasi zostali związni walką przez lewe skrzydło, więc bez trudu obeszliśmy saski obóz, który mogliśmy zdobyć bez żadnych problemów. Nie było jednak rozkazu "zdobywać", więc angażując jedynie swoją obecnością nieliczną obronę doczekaliśmy końca bitwy. Po bitwie parada przed publicznością, zakończona pobraniem rekruta.
Wieczorem zaczęło potężnie błyskać i grzmieć, a w nocy lunęło i padało aż do rana. Rano na szczęście przestało, więc poza mokrymi namiotami nie było problemów z pakowaniem. W drodze powrotnej jeszcze zwiedziliśmy zamek w Nossen, a Herr Lieutenant wraz z gemajnem Markiem również pole bitwy pod Henrykowem Lubańskim.
zdjęcia:
Lieutenant, Agnieszka, Martin
13 września 2011
V Dni Twierdzy Koźle odbyły się tym razem w innym miejscu - na pozostałościach Reduty Kłodnickiej. Nowa lokalizacja wydaje się znacznie lepsza - oddalona od centrum, zaciszna i spokojna, nie narażona na całonocne łażenie przypadkowej gawiedzi. Pogoda dopisała, więc w połączeniu z atrakcyjnym terenem zmiana była wyjątkowo korzystna,>tym bardziej, że uciążliwości w postaci koncertów, dmuchanych zamków i innych "atrakcji" pozostały w centrum miasta.
Wojska było mniej niż w ubiegłym roku. Wpływ to zapewne pewnego już znużenia imprezami z cyklu Fortfan, jak i reaktywowaną imprezą napoleońską w Modlinie, która z pewnością odciągnęła część grup. Mimo wszystko bitwa odbyła się zgodnie z planem i wojska napoleońskie zdobyły twierdzę.
zdjęcia: Gefreiter, Agnieszka
inne galerie: Picasso72, Łukasz, nowiny.pl, 360opole.pl, Michał, Kazik
5 września 2011
Premiera filmu DAAS, w którego kręceniu brał udział nasz regiment, odbędzie się prawdopodobnie 7 października. Film był już prezentowany na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni i zebrał bardzo pochlebne recenzje.
strona filmu, felieton o filmie, trailer.
29 sierpnia 2011
W Rokitnicy koło Złotoryi odbyła się inscenizacja z okazji rocznicy potyczki o kościół w Rokitnicy w dniu 17 sierpnia 1813 r. Na widok plądrujących kościół Francuzów miejscowy karczmarz wezwał na pomoc stojących w pobliżu huzarów pruskich. Potyczka zakończyła się sukcesem Prusaków, Francuzi zostali zmuszenie do ucieczki za Kaczawę.
Impreza odbyła się w ramach obchodów 800-lecia Złotoryi i została przygotowana przez Towarzystwo Miłośników Ziemi Złotoryjskiej.
W niedzielę odwiedziliśmy pozostałości zamku Henryka Brodatego w Rokitnicy, tzw. Dymarki Kaczawskie, czyli najstarszą hutę miedzi na Dolnym Śląsku (niestety nieczynną), oraz Czartowską Skałę, czyli pozostałość komina wulkanicznego sprzed 30 mln. lat koło wsi Pomocne.
relacje: naszemiasto.pl, Cezary Skała (zdjęcia od 294 do 373)
nasze zdjęcia: Feldwebel, Agnieszka
17 sierpnia 2011
Zeitreise ins 18. Jahrhundert (podróż w czasie do XVIII w.) - to impreza militarno – cywilna, największa coroczna rekonstrukcja w Niemczech Zachodnich, gromadząca ponad 200 osób z Niemiec, Czech, Anglii i Stanów Zjednoczonych. W tegorocznej imprezie, która odbyła się w dnia 12 - 14 sierpnia, wzięli udział po raz pierwszy uczestnicy z Polski - cztery osoby z naszego regimentu. Impreza odbywa się corocznie w Schloss Fasanerie - dawnej letniej rezydencji księcia - opata Fuldy.
Impreza ma na celu wyłącznie popularyzację historii, więc części cywilnej przekupnie oferowali tylko to, co było dawniej niezbędne, zwykle drobiazgi takie jak proszek do peruk, grzebienie, szczotki z naturalnego włosia itp. Swoje usługi oferował fryzjer, który golił ostrym nożem, można też było dokonać zakupu tkanin bądź skorzystać z usług szewca.
Program dwu dni był bardzo napięty. Znalazły się pokazy mody osiemnastowiecznej, historia szermierki i pojedynków, żołnierze pruscy i hescy przedstawili zmianę warty oraz rekrutację nowych żołnierzy. Dwukrotnie w ciągu dnia pokazano ćwiczenia z bronią, musztrę i podstawy taktyki regimentów Hesji, Prus i Anglii oraz inscenizację bitwy.
W sobotę wieczorem odbył się w pałacowych komnatach koncert muzyki klasycznej, podczas którego można było usłyszeć dzieła skomponowane przez samego Fryderyka Wielkiego, jak przez innych kompozytorów tego okresu.
zdjęcia: Agnieszka
16 sierpnia 2011
We wtorek, 16 sierpnia, minęła kolejna, 249 rocznica bitwy na Rybaku (Fischerberg), zwanej też bitwą pod Dzierżoniowem lub Piławą. Z tej okazji feldwebel odbył patrol rowerowy wokół pola bitwy, od Dzierżoniowa, poprzez Owiesno, Piławę Górną, Gilów do Świdnicy.
Fotorelacja: Feldwebel.
15 sierpnia 2011
W sobotę, 13 sierpnia, w Muzeum Ziemi Kłodzkiej odbyła się premiera - promocja nowej książki Grzegorza Podrucznego "Twierdza od wewnątrz. Budownictwo wojskowe na Śląsku w latach 1740-1806".
Książka ta jest dysertacją doktorską autora. jest poświęcona architekturze garnizonowej - koszarom, kazamatom, wartowniom, magazynom prochu i prowiantu oraz innych tego rodzaju obiektów, na tle długiego i czasem skomplikowanego procesu rozwojowego, którego poprzednie etapy toczyły się w całej Europie.
Publikacja ta to efekt przede wszystkim badań źródłowych w archiwach Berlina, Paryża i Wrocławia, oraz dziesiątek dni badań terenowych. To ponad 350 stron tekstu, pisanego zwięzłym, naukowym językiem, 15 stron wykazu literatury i 319 ilustracji, w większości mało znanych, niekiedy publikowanych po raz pierwszy.
Dodajmy z dumą, że Grzegorz Podruczny jest żołnierzem naszego regimentu.
15 sierpnia 2011
Dni Twierdzy Kłodzkiej był w tym roku wyjątkowo intensywne. Trzy dni działań bojowych to ewenement. Zaczęliśmy jeszcze piątek przed wieczorem, biorąc udział w scenach bitewnych, dla potrzeb filmu o Twierdzy Kłodzkiej, który powstaje w TVP Wrocław. Ciasne przejścia i ogólnie trudne warunki bojowe wymuszały bardzo intensywne zaangażowanie w akcję.
Sobota to program na cały dzień. Najpierw odprawa dowódców na polu bitwy, potem wymarsz wszystkich jednostek na Rynek, gdzie odbyła się zwyczajowa inscenizacja z udziałem burmistrza. Po południu bitwa w parku, okraszona ulewnym deszczem. W międzyczasie jeszcze udział w promocji nowej książki Grzegorza Podrucznego (więcej - wyżej).
W niedzielę okazało się, że znowu jesteśmy potrzebni na planie filmu, aby dokręcić tzw. dogrywki, czyli wszystko to, czego nie udało się nakręcić czy wykonać na bitwie. Było słonecznie i gorąco, więc dwugodzinne ganianie po stoku dało się wszystkim bardzo we znaki.
zdjęcia: Klodzko.Express-miejski.pl, dkl24.pl, Wileński Pułk Muszkieterów, Petr Kanonyr.
Więcej zdjęć w późniejszym terminie.
8 sierpnia 2011
Zlate Dny w Zlatych Horach były skromniejsze niż dwa lata temu (w ubiegłym roku inscenizacji bitwy nie było). Organizatorzy postawili na część festynowa, która w całości odbywała się w centrum miasteczka. Obóz wojskowy był znacznie skromniejszy, zarówno wielkością, jak i wyposażeniem i atrakcjami. Samą inscenizację bitwy również przeniesiono, na niżej położoną, dużą łąkę, znacznie bliżej miasteczka. Ciekawsza była jednak poprzednia lokalizacja, pod szczytem wzgórza św. Rocha - wąska, długa łąka, otoczona drzewami, jest nie tylko bardziej malownicza, ale i przez niezbyt dużą szerokość wymuszała większą intensywność działań bojowych.
Bitwa wyszła całkiem udanie. Feldwebel debiutował w roli oficera - dowódcy całej strony pruskiej, która składała się z trzech plutonów - jednego kombinowanego z regimentów Alt Kreytzen, Tresckow i Lattorf, oraz dwóch Legii Polsko - Włoskich, Marka Gniewka i Marka Szczerskiego. Po przeciwnej stronie działały również trzy plutony. Była także kawaleria i artyleria. Zadaniem armii pruskiej było zajęcie wsi, co początkowo udało się zrobić, jednak wkrótce napór przeciwnika (a właściwie wyczyny pirotechnika) zmusił nas do odwrotu. Bitwa zakończyła się naszą porażką, ale nie klęską.
To, co stało się z wsią, zasługuje na osobny opis. Ustalenia były takie, że w miarę naszego wycofywania się zapalają się kolejne domy, i wybuchają podłożone ładunki. Tymczasem pirotechnik zaczął od tyłu - najpierw podpalił kościół, który zaczął palić się tak intensywnie, że trzeba było wycofać stojący przed nim pluton. Następnie kościół eksplodował tak, że deski powyrywało ze ścian. Po kilku minutach, gdy byliśmy już za wsią, wybuchła jedna z chałup, a fragmenty desek leciały nawet kilkadziesiąt metrów. Niewiele brakowało, aby tymi dechami oberwali Austriacy. Z kolei większość ładunków w ziemi w ogóle nie odpaliła. Ale o dziwo - przeważająca część uczestników uznała, że było świetnie, a najbardziej zaskoczył mnie dowódca Austriaków, Lubos Partyka, który powiedział, że to najlepsza bitwa w tym roku ...
Zdjęcia będą w późniejszym terminie.
2 sierpnia 2011
W kolejnych Dniach Twierdzy Nysa (29-32.07.2011) regiment Alt Kreytzen wziął udział w sile 6 żołnierzy, 2 żony i 2 córki. Impreza jak zwykle należała do największych, organizowanych w Polsce. Pogoda dopisała o tyle, że sobota była pochmurna i dość ciepła, a opady zaczęły się w godzinach wieczornych. Niedziele wstała już pod znakiem deszczu.
Inscenizacja bitwy przedstawiała obronę twierdzy w postaci szańca, który atakowały oddziały polskie, austriackie i francuskie. Szańca broniły oddziały pruskiego garnizonu, wspomagane przed grupę Rosjan. Było ciężko i ostatecznie twierdza skapitulowała.
zdjęcia: Feldwebel i inni, Krzysztof Wiesner
relacje medialne: 24opole.pl - relacja, 24opole.pl - galeria, NTO - relacja, NTO - galeria
29 lipca 2011
Feldwebel odbył patrol po terenach między Pławną a Płóczkami koło Lwówka Śląskiego, gdzie w lipcu 1759 armia pruska obozowała wraz królem. Z tego obozu armia wymaszerowała na bitwę pod Kunowicami, 12 sierpnia 1759 r.
zdjęcia: Feldwebel
25 lipca 2011
Kolejna, 249 rocznica bitwy pod Burkatowem i Lutomią upłynęła pod znakiem ulewnego deszczu. W czwartek i piątek lało niemal bez przerwy. Plan imprezy zawalił się - mieliśmy odbyć nocny marsz z piątku na sobotę, biwakować na szańcu nad Lutomią, następnie w sobotę przejść na drugi biwak koło Burkatowa i zakończyć w niedzielę w Witoszowie. W ulewnym deszczu nie było jednak możliwości przygotowanie pierwszego biwaku, nawet nie dało się wjechać ze sprzętem i zaopatrzeniem na górę, o biwakowaniu już nie mówiąc. W piątek wieczorem nawet plan awaryjny się zawalił - mieliśmy wyjść na spacer po Świdnicy i przejść się po reliktach fortyfikacji, ale ponieważ nadal lało, i z tego zrezygnowaliśmy.
Sobotni ranek był już całkiem inny - słoneczny i bezwietrzny. Pojechaliśmy autobusem do Lutomii, tam przemaszerowaliśmy przez wieś na szaniec, gdzie zrobiliśmy pierwszy postój, połączony z ogniskiem. Pogoda piękna, lekki chłodny wiatr, słońce. Mimo wcześniejszych deszczów łąki były już niemal całkiem suche, tylko w zagłębieniach utrzymywała się woda. Trochę wilgotniej było w lesie, ale też do zniesienia. Po godzinnym odpoczynku ruszyliśmy dalej, drogami przez las do Bystrzycy Górnej. Tam przy sklepie kolejny postój. Ostatni etap to przemarsz do Burkatowa.
W pobliżu miejsca biwaku już czekała przyczepa z bagażami. Obozowisko było dość spartańskie - rozłożyliśmy tylko daszek przeciwsłoneczny. Noc była bardzo zimna, a niedzielny ranek wstał słoneczny, ale nie tak ładny jak w sobotę. Było wilgotno i parno, w pewnej chwili zanosiło się na deszcz. Zebraliśmy wszystko i nieco po dziesiątej ruszyliśmy dalej. Musieliśmy po raz kolejny zmienić plany i skrócić trasę. Poszliśmy na pomnik bitwy, a stamtąd już na drogę do Świdnicy. O 13.00 zakończyliśmy imprezę. W sumie przeszliśmy w sobotę 15 km, w niedzielę tylko 4 km.
Zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter, Agnieszka, Karolina
22 lipca 2011
Kolejne zdjęcia z Frankfurtu: Agnieszka, Hahn i z Chlumu: Agnieszka.
18 lipca 2011
Twierdza Josefov po raz kolejny w dniach 15 - 17 lipca gościła oddziały wojskowe na imprezie organizowanej w ramach programu FORTFAN. Około 150 żołnierzy kwaterowało na Bastionie IV i walczyło na przedpolu Bramy Hradeckiej. Pogoda dopisała, a niepowtarzalny klimat miejsca sprawił, że pobyt tam był bardzo udany.
zdjęcia: Feldwebel, Agnieszka, hanilik
W drodze powrotnej udało się zwiedzić niewielką część grupy warownej Dobrosov, z postanowieniem poświęcenia w przyszłości dnia na przemaszerowanie całej ścieżki historycznej z Nachodu do Dobrosova.
zdjęcia: Feldwebel, Agnieszka
10 lipca 2011
Żołnierze regimentu Alt Kreytzen w dniach 9 - 10 lipca wzięli udział w pokazach historycznych na Miejskim Święcie Hanzy we Frankfucie nad Odrą. Jednym z elementów tego wielkiego, miejskiego święta były obchody roku Kleista, poświęcone poecie Ewaldowi von Kleistowi, który został ciężko ranny w bitwie pod Kunowicami i zmarł kilkanaście dni później we Frankfurcie. W pokazach brali udział także koledzy z artylerii pruskiej z Letschina oraz z regimentów Jung Braunschweig i von Kalnein. W ramach prezentacji demonstrowaliśmy elementy musztry, a także braliśmy udział w aresztowaniu "pijanych" wartowników i inscenizacji "biegu przez rózgi". Pokazy trwały dwa dni, sobotę i niedzielę, a upłynęły pod znakiem ciężkiego upały, który wszystkim bardzo dał się we znaki.
Dzięki uprzejmości właścicieli gospodarstwa "Ranczo" w Drzecinie biwak założyliśmy na skraju pola bitwy pod Kunowicami, w miejscu, gdzie po bitwie przeprawiały się przez potoki uciekające pruskie regimenty. Również tam zademonstrowaliśmy potęgę pruskiej armii, w piątek wieczorem dla lokalnej Telewizji Słubice, w sobotę dla obecnych turystów i wczasowiczów.
zdjęcia: Feldwebel
4 lipca 2011
W 145 rocznicę bitwy pod Chlumem (Sadowa, 3.07.1866) odbyła się kolejna inscenizacja bitwy, na którą poddodział Alt Kreytzen zawitał w roli turystów.
Bitwa na Chlumie to bardzo dobrze zorganizowane przedsięwzięcie. Atrakcyjny scenariusz i realizacja, dobrze przygotowana pirotechnika, minimalny udział oddziałów nieepokowych itp. Wrażenie psuły jedynie samochody stojące tuż przy obozie, wydaje się, że można je odstawić w inne miejsce. Część oficjalna była krótka. Po przemówieniach złożono wieńce pod pomnikiem poległych, a następnie wybrane oddziały oddały salwę honorową.
Sama inscenizacja dynamiczna, dużo strzelania i ruchu na polu bitwy. Oczywiście spalono "wieś", a po bitwie leżało na polu mnóstwo "zabitych". Grupy rekonstrukcyjne są zebrane w duże jednostki, przez co unika się chaosu w postaci kilkuosobowych grupek, przemieszczających się bezładnie w różne strony. Miejsce wybrane znakomicie - autentyczne pole bitwy, szeroka dolina, przez co widzowie mają znakomity wgląd na pole bitwy. Do bitwy inscenizacji dobrze dobrana muzyka oraz nienachalny komentarz - to sprawia, że Inscenizację można postawić jako wzór do naśladowania dla wielu polskich imprez. Naprawdę warto było jechać, szkoda tylko że brakło czasu na wizytę w obozie.
zdjęcia: Feldwebel, balcin
oficjalny film: Bitva na Chlumu - 145. výročí - 2. července 2011
2 lipca 2011
Drugi biwak kanadyjskiej milicji upłynął pod znakiem załamania pogody. Plan był następujący: w czwartek wieczór zajechać do Barda Śląskiego i wyjść w góry. Nocleg miał być na jednym z austriackich szańców, a w piątek przemarsz przez Brzeźnicę i Masyw Grochowej do Ząbkowic Śląskich. Pogoda jednak pokrzyżowała szyki - po południu zaczęło mocno padać i trzeba było zmienić plan. Zdecydowaliśmy się jechać do Srebrnej Góry i nocować na Baterii Skazamatowanej.
Trochę czasu spędziliśmy w Sokółce, wypijając czeskie piwo za zdrowie francuskiego króla. Mimo, że w końcu przestało padać, i tak zmokliśmy, bo lało się z drzew. Po drodze zabłądziliśmy - w ciemnym lesie skręciliśmy w niewłaściwą drogę i trzeba było nadrabiać na przełaj przez las. Późnym wieczorem byliśmy tak zniechęceni, że położyliśmy się spać przed 23.00.
Rano zaczęliśmy się zastanawiać, dokąd iść. Na szczęście w nocy dość silnie wiało, więc strzepało z drzew wodę i było w zasadzie sucho. Zdecydowaliśmy, że idziemy do Barda, ale w międzyczasie plan uległ modyfikacji i skróceniu - przez Małą Przełęcz Srebrną, linią kolei zębatej zeszliśmy do Żdanowa, stamtąd do Mikołajowa, gdzie już nam ochota na maszerowanie całkiem przeszła. Pojechaliśmy autem do Ząbkowic i rozjechaliśmy się do domów.
zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter
20 czerwca 2011
254 rocznica bitwy pod Kolinem odbyła się przy kiepskiej pogodzie. Już w nocy z piątku na sobotę zaczął padać deszcz. Rozbiliśmy w pośpiechu dwa namioty i położyliśmy się spać. O piątej rano obudził mnie koń, zaglądający do namiotu. Ktoś wypuścił z zagrody dwa konie, które łaziły po obozie i wyraźnie szukały towarzystwa. Przydały się o tyle, że wypiły wodę z plandeki przyczepy, którą dzięki temu mogłem otworzyć na sucho.
Sobota w zasadzie była cała deszczowa. Z niewielkimi przerwami mżyło i padało do wieczora. Plan dnia uległ modyfikacji, organizator zrezygnował z z tzw. oficjałek, poza jednym przemarszem i apelem. O 10.00 rano odbyła się potyczka w Svojšicach - tym razem w innym miejscu niż zwykle, nie na boisku, ale w środku wsi, na zboczu wzgórza z kościołem. Po bitwie część ekipy wybrała się na zwiedzanie okolicy, ja zaś zrealizowałem pomysł marszowy, ze Svojšic poszedłem do obozu, co zajęło mi równe dwie godziny. Słabo byłem przygotowany logistycznie, więc nie korzystałem z polnych dróg, tylko asfaltem przez Libodřice szedłem do Křečhořa. Mimo to droga była ciekawa i atrakcyjna krajobrazowo. Na odcinku między Libodřicami a Křečhořem droga biegnie rzez płaskowyż, na którym trwały najbardziej zaciekłe walki piechoty i zatrzymane zostało pruskie natarcie.
Krótko po 14.00 odbyła się odprawa dowódców, o 15.00 przemarsz i apel, wreszcie o 18.00 bitwa. Tym razem broniliśmy fortyfikacji polowych, na których polegliśmy. Tworzyliśmy kombinowanych oddział, z regimentów Kreytzen, Lattorff, Jung Braunschweig, Mecklemburg - Strehlitz, Wunsch oraz dwóch jakichś Francuzów z siedmiolatki, razem 14 żołnierzy. Bardzo śmiesznie to wyglądało, całkiem jakbyśmy jakąś rewolucję robili. Swoją drogą lewe skrzydło pruskie tworzył oddział rewolucyjnej armii Francji - tylko dlatego, że też mieli granatowe mundury. Wieczorem się przetarło i był piękny zachód słońca - ale za to zrobiło się zimno i wietrznie. Nastroje były marne, impreza wiejska całkiem nieudana, kilkuset ludzi oglądających bitwę zniknęło zaraz po zakończeniu bitwy.
Na zakończenie dnia Jutta Nestler obchodziła 10 rocznicę udziału w Dreispitzu - najpierw krótka ceremonia oficjalna, połączona z wręczaniem prezentów i okolicznościowymi śpiewami, a wieczorem posiedzenie przy ognisku.
Niedzielny poranek był słoneczny i bezchmurny, ale wiał bardzo zimny wiatr. Zwinęliśmy się tak szybko, jak się dało i pojechaliśmy do Kutnej Hory. Zwiedzanie to za dużo powiedziane - Geschwindschritt przez miasto, bo czasu mało. Na Kutną Horę trzeba przeznaczyć conajmniej jeden dzień, a nie jedną godzinę. A w drodze do domu już co chwila deszcz na zmianę ze słońcem i mokre i śliskie drogi.
zdjęcia - obóz i bitwa: Feldwebel, Agnieszka
zdjęcia - zwiedzanie: Feldwebel - Kutna Hora, Agnieszka - zamek Kačina, Agnieszka - Kutna Hora
12 czerwca 2011
W sobotę 11 czerwca odbyła się kolejna impreza z cyklu Dni Twierdzy Srebrna Góra. Kulminacyjnym punktem była inscenizacja bitwy na motywach obrony twierdzy w czerwcu 1807 r. Udział wzięło około 150 żołnierzy z Polski, Czech i Niemiec, reprezentujących armię pruską, austriacką i polską. Inscenizację i obóz obejrzały setki widzów.
5 czerwca 2011
Na terenie OSiR w Świdnicy odbyły się "Prezentacje Historyczno - Edukacyjne 2011", czyli obóz historyczny typu "multiperiod". Udział wzięło 9 ekip, reprezentujących epoki od X do XX w.:
Drużyna Wojów Ślężańskich - Wrocław
Bractwo Rycerskie św. Barbary - Jaworzyna Śląska
Bractwo Rycerskie Zamku Grodno - Wałbrzych
Infanterie Regiment Alt Kreytzen - Świdnica
Pułk 2 Piechoty Księstwa Warszawskiego - Krotoszyce
Pułk 1 Strzelców Konnych Księstwa Warszawskiego - Sobótka
58th New York State Volunteers - Bielawa
Klub Motocyklowy Strzegom (Wojsko Polskie 1939) - Strzegom
62 Kompania Specjalna Ludowego Wojska Polskiego - Świdnica
Grupy przemaszerowały przez Rynek w Świdnicy, prezentując się licznie zgromadzonym na giełdzie staroci mieszkańcom, a następnie na terenie obozu zademonstrowały sposoby obozowania, walki oraz życie obozowe i dworskie z różnych epok. Pogoda dopisała aż za bardzo, obezwładniający upał odejmował ochotę do podejmowania bardziej ambitnych wysiłków.
4 czerwca 2011
W 266 rocznicę bitwy pod Strzegomiem i Dobromierzem oddział upamiętnił przemarszem przez "saską" część pola bitwy, na wschód i północ od Godzieszówka. Wyruszyliśmy ze Świdnicy nieco po ósmej rano, przed dziewiątą znaleźliśmy się koło ruiny pomnika bitwy, skąd zaczęliśmy marsz. Trasa wiodła przez laski, w których toczyła się walka na terenie Gule, dalej przez Żółkiewkę, Górę Żelazowską, Żelazów, ponownie pod pomnik.
Trasa była łatwa, liczyła prawie 10 km. Z powodu upału zrezygnowaliśmy z pierwotnego planu rozpoczęcia marszu w Tomkowicach, czyli z "austriackiej" części pola bitwy - te odcinki trasy biegły przez odsłonięte pole, czyli czekałóby nas dodatkowe kilka kilometrów w palącym słońcu. Plusem takiej pogody była doskonała widoczność, co pozwalało ze wzgórza koło Żółkiewki podziwiać nie tylko całe pole bitwy, ale również panoramę Sudetów od Wielkiej Sowy, przez Śnieżkę,aż po Góry Kaczawskie.
zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter, Karolina
27 maja 2011
Pierwszy biwak milicji kanadyjskiej za nami.
Od pewnego czasu wśród kilku z nas rozwijał się pomysł zaangażowania w odtwórstwo amerykańskiej części wojny siedmioletniej, czyli tzw. wojny francusko - indiańskiej (French and Indian War). No i stało się - po kilku próbach i przymiarkach zrobiliśmy pierwszy biwak milicji - która w trakcie imprezy stała się milicją Quebecu. Przed nami długa jeszcze droga - począwszy od wybrania nazwy oddziału, poprzez podstawowe wyszkolenie i wyposażenie, do większych imprez.
Na pierwszy biwak wybraliśmy pole bitwy pod Burkatowem i Lutomią. Do Lutomii dotarliśmy późno, po dziewiętnastej, a przed nami było kilka kilometrów marszu. Zdecydowaliśmy się nocować na dużym szańcu. Weszliśmy wprost na wzgórza i okrążając dolinę doszliśmy do szańca; było już całkiem ciemno, jak dotarliśmy na miejsce. Na szczęście na krawędzi lasu leży mnóstwo suchych gałęzi, pozostałych z wycinki kilka lat wcześniej, nie było więc problemu z materiałem do ogniska.
Noc była zimna, więc spanie w jednym kocu przyjemnością nie było. Co chwilę któryś z nas się budził i dokładał do ogniska, w końcu krótkie patyki się skończyły i ognisko też. Na szczęście wschodzące słońce przygrzało w plecy i można było dospać rano ze dwie godziny.
Około siódmej rano ruszyliśmy w drogę. Poszliśmy najpierw Wysoką Drogą, potem przez las do żółtego szlaku i szlakiem do Bystrzycy Górnej. Warunki marszu idealne - słonecznie, ale niezbyt gorąco (chłodny wiatr), cały czas w lesie. W Bystrzycy odpoczęliśmy godzinę i ruszyliśmy w stronę pomnika. Stamtąd po półgodzinnym odpoczynku przez obozowiska z lat poprzednich doszliśmy do Burkatowa. W sumie przeszliśmy 5 km w środę i 15 km w czwartek.
Jak na pierwszy raz wypadło nieźle. Trzeba będzie sporo popracować na wyposażeniem, bo to, co miałem na sobie, pochodziło głównie z pruskiej armii. Własnoręcznie zrobiłem jedynie torbę traperską i koszulę, oraz przysposobiłem kapelusz słomkowy. Miałem na plecach cztery niezbyt ciężkie pakunki - siekierę, torbę, tornister i koc, które jednak dały się solidnie we znaki.
Zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter
5 maja 2011
Regiment w dość okrojonym składzie wziął udział w 10 Spotkaniach Historyczno - Militarnych w Forcie Gorgast (5 km od Kostrzynia, po niemieckiej stronie). Impreza jest traktowana jako oficjalny początek sezonu bojowego w Niemczech.
W piątek przyjechaliśmy dość późno, czasu wystarczyło na rozbicie namiotów i zrobiło się ciemno. Większość innych uczestników przyjechała znacznie wcześniej i obozy były już prawie w całości gotowe. Ludzi przyjechało tyle co zazwyczaj - kilkunastu Sasów, kilka grup pruskich, nieco cywilów, razem około 70 - 80 osób i kilka niewielkich armat.
Program imprezy tym razem wyglądał inaczej niż zwykle - zamiast porannego apelu był wyjazd do Kostrzyna i walka na stary mieście. Potem powrót, przerwa i druga akcja - walka ogniowa na grobli fortu - my atakujemy, Sasi się bronią. Po zakończeniu apel i w zasadzie koniec imprezy, część ludzi do wieczora wyjechała. Niedziela rano to tylko śniadanie, pakowanie i wyjazd. Korzystając z wczesnej pory i ładnej pogody zajechaliśmy na Fort Sarbinowo oraz na pole bitwy pod Sarbinowem.
Impreza wyszła sympatycznie, pogoda dopisała, było słonecznie i sucho, choć dość zimno. Karabiny dość przyzwoicie strzelały, chociaż oczywiście pojawiły się kłopoty. Ale była pewna prawidłowość - u wszystkich pierwsza salwa paliła z wszystkich karabinów, następne już gorzej. Ogólnie nie wypadliśmy źle i poziom wyszkolenia jest całkiem przyzwoity. Najbardziej tym razem nawalała prędkość strzelania i trzeba więcej poćwiczyć, aby utrzymać równe tempo dla wszystkich.
Największe wrażenie tym razem zrobił piękny Gassenlager regimentów Kalnein i Jung Braunschweig: dwa gewermantle, czternaście lub szesnaście namiotów gemajnów i namiot oficerski.
zdjęcia: Hahn, Agnieszka,
Steffen Horstmann 44, Steffen Horstmann 45
18 kwietnia 2011
Grupa żołnierzy regimentu Alt Kreytzen wraz z żołnierzami regimentów von Lattorff, von Wunsch i Legii Polsko - Włoskiej zaprezentowała się na 36 Jarmarku Wielkanocnym w skansenie w podopolskich Bierkowicach. Pogoda dopisała, było bardzo ciepło. Prezentowaliśmy elementy musztry oraz improwizowaną potyczkę. Jarmark od lat gromadzi tysiące zwiedzających.
zdjęcia: Agnieszka, Karolina
13 kwietnia 2011
Na zaproszenie organizatora Feldwebel odwiedził Rokitnicę, gdzie zapoznał się z planem imprezy, planowanej na 27 sierpnia, oraz rozpoznał teren. W ramach obchodów 800-lecia Złotoryi zaplanowana jest inscenizacja historyczna, nawiązująca do walki o kościół w Rokitnicy w dniu 17 sierpnia 1813, pomiędzy wojskami francuskimi a pruskimi.
zdjęcia: Feldwebel
"Po drodze" skontrolowany został stan pomnika bitwy pod Strzegomiem i Dobromierzem, niedaleko Godzieszówka.
11 kwietnia 2011
Już w piątek w drodze było wiadomo, że pogoda sprzyjać nie będzie. Nasilający się wiatr i kiepskie prognozy nie napawały optymizmem. W sobotę od rana było słonecznie, ale bardzo zimno, szczególnie dokuczliwy był porywisty wiatr. Po śniadaniu zebraliśmy się całkiem sporą grupą i pojechaliśmy autobusem do Brzegu, gdzie przeszliśmy przez Rynek oraz daliśmy krótki pokaz musztry. Następnie ponownie autobusem do Pępic, skąd wyruszyliśmy na pole bitwy. Droga nie była długa, ale przez silny wiatr uciążliwa, a w ostatnim fragmencie bardzo trudna - droga polna zanikła i trzeba było przedzierać się przez nieużytki, okalające byłe lotnisko. W trakcie drogi urządziliśmy wspólne ćwiczenia ze strzelania w miejscu i w natarciu.
Po zwiedzeniu kościoła w Małujowicach, słynącego z oryginalnych, gotyckich malowideł, pomaszerowaliśmy do Skarbimierza, skąd po zjedzeniu przynależnej grochówki większość ludzi rozjechała się do domów.
W niedzielę pogoda była znacznie lepsza, sprzyjająca zwiedzaniu. Spacer po Brzegu zajął nam cztery godziny, a po zjedzeniu wstępu do obiadu rozjechaliśmy się do domów.
materiały z portalu TwójBrzeg.pl: notatka, album 1, album 2, album 3
i nasze zdjęcia, głównie niedzielne: Gefreiter, Agnieszka, Feldwebel
6 kwietnia 2011
Kolejny raz odwiedziliśmy Fort Grochowski, sprawdzić stan po zimie. Okazał się całkiem niezły, majdan jest oczyszczony, śmieci brak, jedynie gdzieniegdzie pojawiły się odrosty malin. W ciągu kilku godzin oczyściliśmy wał południowo - zachodni z gałęzi, patyków i krzewów.
zdjęcia: Feldwebel
21 marca 2011
Nyski Exerzierentag okazał się udaną imprezą. Poćwiczyliśmy łącznie 5 - 6 godzin, co wystarczyło na przypomnienie podstawowych handryfów i wendunków. Jak zwykle po zimowej przerwie machanie nie wychodziło nadzwyczajnie, ale po krótkiej wprawce udało się opanować sytuację. Na przećwiczenie wszystkich przewidzianych regulaminem komend potrzeba jednak znacznie więcej czasu. Oczywiście pewnych elementów nie da się przećwiczyć w składzie sześcioosobowym, więc nadal pozostaną tylko niektóre imprezy na doćwiczanie w większym składzie.
Pogoda dopisała. Co prawda w sobotę było dość zimno i pochmurno, a nawet próbowało padać, ale w niedzielę było słonecznie i całkiem ciepło. Warunki do ćwiczeń wyśmienite - dostaliśmy klucze od fortu i dwa dni byliśmy sami dla siebie. Duże podziękowania za gościnę dla gospodarza fortu, Krzysztofa.
zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter, Agnieszka, Karolina.
28 lutego 2011
Z tygodniowym opóźnieniem udało nam się dokonać uroczystych obchodów 266 rocznicy bitwy pod Bystrzycą Kłodzką, która odbyła się 14 lutego 1745 r. Za kwaterę obraliśmy Szkolne Schronisko Młodzieżowe w Kłodzku. Miejsce świetne - prawie centrum miasta, a widok na twierdzę główną i Owczą Górę doskonały. Tak to kwaterowaliśmy tam 2 noce w ciasnej izbie żołnierskiej w 5 osób. Tym razem towarzyszył nam Klaus z IR Hessen - Darmstadt.
Sobota przywitała słońcem i lekką mgłą, rano stwierdziliśmy mróz 10 stopni. W Starym Waliszowie, skąd rozpoczęliśmy przemarsz było już cieplej, o wiele cieplej, ogólnie do zachodu słońca temperatura utrzymywała się sporo powyżej zera. Pogoda do marszu była idealna - piękne słońce, brak wiatru. W Waliszowie zwiedziliśmy kościół, stamtąd udaliśmy się wschodnim skrajem pola bitwy do Pławnicy. W pobliżu wsi, na ładnie oświetlonym stoku wzgórza urządziliśmy godzinny odpoczynek, połączony z tradycyjnym spożyciem kiełbasy z ogniska. Po drodze było sympatycznie - chłopi oraz mieszczanie nie mogli wyjść z zachwytu, podziwiali sprzęt, portretowali się z nami. Obchód pola bitwy zakończyliśmy w Bystrzycy Kłodzkiej. Było już za późno na zwiedzanie muzeum, więc udaliśmy się pociągiem w kierunku bazy.
Niedzielny poranek był trudniejszy z powodu obolałych nóg, ale promienie słońca wpadające do izby poprawiły morale. Od rana do ok 14.00 szwendaliśmy się po kłodzkiej twierdzy. Niestety zwiedzaniu towarzyszył nieprzyjemny, porywisty wiatr, któremu trzeba było stawić czoła. Na szczęście z pomocą przyszli żołnierze z IR von Grawert - Mirek i Leszek, którzy podjęli nas pruską herbatką w służbowej kazamacie. Po zwiedzaniu udaliśmy się do swoich mechanicznych dyliżansów i zakończyliśmy biwak.
Fotki: Feldwebel, Gefreiter, Karolina, Agnieszka
25 stycznia 2011
Stowarzyszenie Miłośników Głogowskich Fortyfikacji zaprasza na kolejną edycję "Zimy w Twierdzy Głogów", w dniach od 14 do 25 lutego br. Program wypełniony jest wycieczkami i prelekcjami, na których można zapoznać się z historią twierdzy od czasów najdawniejszych, do 1945 r. Nie zabraknie także innych atrakcji.
Program "Zimy w Twierdzy Głogów".
24 stycznia 2011
Poniedziałkowe, 299 urodziny Króla uczciliśmy przemarszem w okolicach twierdzy srebrnogórskiej. W sobotę od rana była ładna pogoda. Lekki mróz i bezwietrznie, większą część dnia słonecznie. Skierowaliśmy się w dolinę Chłopiny i zaczęliśmy wspinaczkę do góry. Droga, początkowo łatwa, była coraz trudniejsza, z powodu coraz grubszej warstwy starego śniegu. W końcu weszliśmy na jedną z dróg leśnych - co było jeszcze bardziej uciążliwe, bo marsz po głęboko wydeptanych dziurach w starym śniegu w każdej chwili groził skręceniem nogi. W okolicach Bramy Polnej trzeba było podjąć decyzję, co dalej. Propozycje były trzy: flesza Chochoła, Fort Rogowy, fort Chochoł Mały. Z Baterii Kazamatowej zrezygnowaliśmy już wcześniej. Ostatecznie wybraliśmy fort na Chochole i z niemałym trudem wdrapaliśmy się drogą ukrytą, tylko po to, żeby stwierdzić, że z powodu śniegu i lodu nie da się na niego wejść. Wróciliśmy więc i przy tablicy koło Bramy Polnej urządziliśmy postój z ogniskiem i konsumpcją kiełbas.
Dłuższy postój skutkuje marznięciem, więc czym prędzej udaliśmy się na twierdzę główną. Z Donjonu roztaczały się atrakcyjne widoki, bo pogoda nadal dopisywała. Spędziliśmy więc tam kolejną godzinę i bez pośpiechu udaliśmy się do bazy, strzelając dla formalności kilka salw w stronę miasteczka i okolicznych gór. Po odpoczynku, oraz wyczyszczeniu i zabezpieczeniu broni udaliśmy się do Sokółki, gdzie przy Opacie świętowaliśmy królewskie urodziny.
W niedzielę pogoda była dużo gorsza. Pochmurno od rana i dokuczliwy, lodowaty wiatr. Zrezygnowaliśmy z wycieczki na jedno ze wzgórz nad przełęczą Wilczą, było zbyt zimno, żeby sprawiło to jakąkolwiek przyjemność, i rozjechaliśmy się do domów.
fotki: Feldwebel, Gefreiter, Agnieszka
10 stycznia 2011
Pierwsza akcja w mundurach w nowym roku. Marsz zaczęliśmy w Brzeźnicy. Pogoda nie najgorsza, dość ciepło, chwilami pojawiało się słońce. Warunki marszu były jednak trudne. drogi pokryte lodem, lub głębokim śniegiem. Z powodu odwilży było bardzo mokro, po kilku kilometrach marszu wszyscy mieliśmy buty przemoknięte na wylot. Po trzech godzinach marszu doszliśmy do celu, czyli do szańców z czasu wojny trzydziestoletniej, które były wykorzystywane w czasie wojen śląskich i napoleońskich. Najpierw zwiedziliśmy szaniec na Pańskiej Górze, bliżej barda, następnie wróciliśmy w stronę Brzeźnicy i weszliśmy na szaniec na Lisiej Górze. Rozpaliliśmy ognisko,przy którym uraczyliśmy się skromnym, żołnierskim posiłkiem, zbawiennym dla naszego samopoczucia. Stamtąd pomaszerowaliśmy już najkrótszą drogą do auta.
Mimo warunków roztopowych wycieczka była udana, pokonaliśmy około 12 km., chociaż trasą zupełnie inną niż początkowo zakładaliśmy. Góry Bardzkie to bardzo atrakcyjny teren do marszów, znalazłoby się nawet kilka miejsc na biwak. Szańce bardzkie są znacznie gorzej zachowane, niż te z okolic Grochowa i Braszowic.
Zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter
1 stycznia 2011
Zapraszamy do zapoznania się z najaktualniejszym terminarzem imprez osiemnastowiecznych w Polsce, Czechach i Niemczech: terminarz 2011.
20 grudzień 2010
Na przełomie listopada i grudnia ukazała się monografia twierdzy w Grudziądzu. W liczącym ponad 700 stron całościowym opracowaniu dziejów twierdzy znalazło się ponad 1000 ilustracji, przedstawiających nie tylko fortyfikacje, ale też zdjęcia użytkujących je żołnierzy oraz ryciny z militarnej przeszłości miasta zobacz wiecej.
TWIERDZA GRUDZIĄDZ, MONOGRAFIA
autorzy: Franczak J. , Grabowski W., Nowiński P., Żebrowski M.
wydawca: Wydawnictwo Kalamarski
rok wydania: 2010
oprawa: twarda
ilość stron: 767
format: 235 x 305
12 grudzień 2010
W ostatnich dniach października ukazała sie monografia twierdzy w Srebrnej Górze, wydana przez Bellonę. Autorami są Grzegorz Podruczny i Tomasz Przerwa. Publikacja przedstawia pełne dzieje twierdzy srebrnogórskiej, wszystkie zagadnienia związane z projektowaniem i budową twierdzy, jej funkcjonowaniem militarnym i późniejszym wykorzystaniem pozamilitarnym.
TWIERDZA SREBRNA GÓRA
autorzy: Grzegorz Podruczny, Tomasz Przerwa
Wydawca: Bellona
544 strony
format 165x235 mm
oprawa miękka
więcej: Bellona
6 grudzień 2010
W piękną, grudniową sobotę zawitaliśmy do Lutyni, aby uczcić 253 rocznicę bitwy. Początek dnia jednak napawał niepokojem - o siódmej rano termometr pokazywał 18 stopni poniżej zera. Ale noc była bezchmurna i widać było, że dzień będzie słoneczny.
Spotkaliśmy się kilkanaście minut po 10.00. Ponieważ w centrum wsi było bardzo zimno, ruszyliśmy żwawo na południe. Po kilkunastu minutach marszu nasłonecznioną drogą rozgrzaliśmy się i zrobiło się całkiem przyjemnie. Obawa przed grubą warstwą śniegu na polach sprawiły, że szliśmy szosą do Jarząbkowic. Droga była pokryta ubitym śniegiem i śliska, ale największą uciążliwością był zaskakująco duży ruch - co kilka minut przejeżdżało jakieś auto.
W Jarząbkowicach obejrzeliśmy pałac i folwark, a następnie ruszyliśmy przez pole do Zakrzyc, dokładnie tak, jak atakowała szpica pruskiej piechoty. Śnieg okazał się mało uciążliwy, nie tak jak w styczniu pod Otmuchowem. Pola pokryte były warstwą około 20 cm. Po drodze przeprawiliśmy się przez zamarznięty strumień. Z Zakrzyc, po krótkim odpoczynku na przystanku, wróciliśmy drogą do Lutyni.
Przemarsz liczył ok. 9 - 10 km i był łatwy i mało męczący. Gdyby po drodze była możliwość godzinnego odpoczynku w cieple, bez problemu możnaby przejść drugie tyle.
W niedzielę pojawiliśmy się na wrocławskim Rynku, a potem zwiedziliśmy Muzeum Broni i Muzeum Archeologiczne w Arsenale. Zwiedzanie trwało dwie godziny, około 13.00 pożegnaliśmy się i rozjechaliśmy do domów.
fotki: Feldwebel, Gefreiter
30 listopad 2010
W dniu dzisiejszym miała miejsce w telewizji BBC premiera filmu "Frederick the Great & the Enigma of Prussia".Film poświęcony jest życiu Fryderyka Wielkiego. Część ujęć kręcona była w Polsce, na polach bitew pod Kunowicami, Sarbinowem i Kamienną Górą, a nasz regiment kilkakrotnie gra pruską armię. W filmie znalazły się także wypowiedzi Grzegorza Podrucznego (od nas) oraz Piotra Paisdziora (z regimentu von Lattorf). Pozostaje czekać na polską premierę.
"Frederick the Great & the Enigma of Prussia"
produkcja: Aenon & One Fresh Production, na zlecenie telewizji BBC
kierownik produkcji: Anke Luddecke
scenariusz i reżyseria: Chris Wilson
konsultacja naukowa i narracja: profesor Christopher Clark
28 listopad 2010
Zakładka "Polecamy" została uzupełniona o linki do blogów historycznych, rekonstrukcyjnych i modelarskich.
23 listopad 2010
Dzisiaj mija 265 rocznica bitwy pod Henrykowem Lubańskim. W dniu 23 listopada 1745 r. niewielki korpus saski, składający się z regimentu piechoty Sachsen-Gotha oraz sześciu szwadronów kirasjerów został rozbity i wzięty do niewoli przez oddziały pułkownika Ziethena, później najsłynniejszego pruskiego huzara.
Henryków to duża wieś, około trzech kilometrów długości. Na początku XIX w. liczyła ok. 3500 mieszkańców (dzisiaj około 850). Pamiątką dawnej wielkości są liczne ruiny zabudowań. Wieś leży w obszernej dolince między dwoma pasami pagorków. Kilometr na północ od wsi znajduje się kamień pamiątkowy z napisem "Ziethen aus dem Busch", co w skrócie znaczy "Ziethen z zarośli". Jest to nawiązanie do faktu, że atak pruskich huzarów Ziethena nastąpił wprost z lasu. Kamień nie jest zniszczony, ale otoczenie zaniedbane. Pole bitwy to dość rozległy teren, łagodnie pagórkowaty. Nie jest zabudowany. Wg posiadanego przeze mnie planu bitwy można bez trudu zlokalizować miejsca starć.
We wsi rośnie najstarsze w Polsce drzewo iglaste - cis, którego wiek określa się na 1200 -1500 lat. Drzewo ma przejścia napoleońskie - w 1813 r. pijani Kozacy próbowali zrąbać je szablami.
zdjęcia: feldwebel
15 listopad 2010
Korzystając z długołykendowego wyjazdu do Torunia wpadłem na pomysł odwiedzenia twierdzy w Grudziądzu. Stacjonująca na cytadeli jednostka WP w święta 3 maja i 11 listopada urządza dzień otwarty. Przyodziałem się więc w najlepszy mundur i pojechałem do twierdzy. Pogoda podła, prawdziwie listopadowa - deszcz, zimno, ciemno i ponuro, na szczęście nie wiało.
Już od bramy wzbudziłem sensację. Od razu dopadła mnie jakaś telewizja, za chwilę lokalna gazeta. Przejście każdego metra wiązało się z pozowaniem do licznych zdjęć. Dopiero po około półtorej godzinie miałem chwilę czasu dla siebie i mogłem się nieco rozejrzeć. Wszedłem na wał główny, skąd z pogodnie dni roztacza się piękna panorama na lewy brzeg Wisły. Wszedłem do kazamaty studziennej, pokręciłem się po majdanie. Cały czas proszono mnie do pozowania. W sumie pobyt trwał cztery godziny, w czasie których wykonano mi setki zdjęć, udzieliłem także trzech wywiadów. Rozdałem wszystkie posiadane ulotki (ok. 2 cm) i wizytówki. Z tego powodu nie zdążyłem zrealizować planu, który przewidywał więcej zwiedzania - nie wszedłem na Dzieło Rogowe ani na Stare Miasto.
Spore zainteresowanie i życzliwość zaobserwowałem ze strony obsługujących imprezę żołnierzy, przewodników i innych osób zaangażowanych. Otrzymaliśmy jako grupa zaproszenie na kolejny dzień otwarty. Na sam koniec dnia ukazało się zachodzące słońce, ale zanim dojechałem do zabytkowych spichrzy, ponownie zaszło za chmury. Drogę do Torunia pokonałem w padającym deszczu.
zdjęcia: Feldwebel, Gazeta Pomorska
9 listopad 2010
Największa impreza w tym roku - 250 rocznica bitwy pod Torgau. Impreza dobrze hardkorowa z powodu pogody - wiatru, deszczu, chłodu, spania na słomie. Biwakowaliśmy na obrzeżu pola, tuż przy drodze prowadzącej z Suptitz do pomnika.
W piątek nocą było ciepło, lecz nad ranem tak wiało, że zwaliły się dwa namioty - w jednym powyskakiwały z rozmiękłej ziemi szpilki i trzeba było zrobić kołki drewniane, w drugim połamały się patyki i trzeba je było wymieniać na wietrze i w zacinającym deszczu. W sobotę rano odgłos deszczu, tłukącego o namioty, odbierał chęć wstawania. Jednak już o ósmej rano odbyła się odprawa dowódców, więc trzeba było się zerwać. Potem już, jak się przywykło do dżdżu i zimna, nie było tak źle. Postawiliśmy wiatę i zaczęło się życie społeczne. Około 13.30 oddziały przemaszerowały na miejsce zbiórki - osobno Prusacy i osobno Austriacy i Sasi). Na apelu, Herr Feldwebel otrzymał przed frontem oddziałów promocję na Herr Second-Lieutenanta i wrócił do szeregu ze szpontonem w ręku i dyndającym na szyi Ringkragenem oraz srebrnym Sabeltroddelem u szabli.
Bitwa odbyła się na ogroooomnym polu. Byliśmy w jednym batalionie z Kleistem i Alt-Larischem. Było dużo chodzenia po błocie i manewrów typu: naprzód i w tył, trochę strzelaliśmy, wreszcie obeszliśmy austriackie pozycje znajdujące się za symbolizowanymi przez podpalone przez naszych jegrów drewniane domki i naprzeciw nas stanęły regimenty Teutschmeister i Salm. Poprzepychaliśmy się trochę i doczekaliśmy ich honorowej kapitulacji. Było sporo harcującej kawalerii i grzmiącej artylerii.
Wieczór spędziliśmy najpierw na zimnie przy ognisku, zaś potem w cieple pod wielkim namiotem, wraz z królem, dobrze wiedzącym który regiment jest najwierniejszy. Wróciliśmy do namiotów około 21-22, może. Na niebie świeciły gwiazdy, nie padało. Na łące obok obozu płonął ogromny stos drewna, palił się przez całą noc i rano jeszcze się dopalał.
Niedziela, jak niedziela. Mgła i pożegnania. Jajecznica. Chlebek z resztkami-co-się-nie-zeżarły.
Zdjęcia: Hahn, Agnieszka, , Torgauer Zeitung, Michael Elstermann
Filmy: film 1, film 2
31 październik 2010
Korzystając z dobrej pogody, wybrałem się na pole bitwy pod Piławą, a ściślej - na Rybak (Fischerberg). A właściwie, jak się później okazało - na to, co z niego zostało. Zajechałem z rana na miejsce biwaku, zostawiłem auto i poszedłem na pomnik bitwy. Koło pomnika spotkałem dwie ekipy z piszczałkami, kopiące zawzięcie dziury w ziemi. Nie przyglądałem się, obejrzałem pomnik (wygląda lepiej, niż latem,ale okolica i tak wymaga oczyszczenia) i poszedłem na szczyt. Na górze okazało się, że szczytu już nie ma. Wyrobisko kopalniane przesunęło się jakieś 100 m na południe i szczyt został zlikwidowany. W takim tempie za jakieś dwa - trzy lata kopalnia dojdzie do pomnika.
Z Fischerbergu udałem się naokoło kopalni na drugą stronę linii kolejowej, najpierw na Krowiak (Kuhberg), potem doszedłem do Gilowa. Stamtąd udałem się na Zgubę (Verlorensberg). W pobliżu szczytu jest coś, co wygląda na resztki oszańcowań, skierowanych frontem na południe. Wygląda to mniej więcej tak - resztka niskiego wału - rów - wyższy wał. Całość ma szerokość 3 - 4 m. Niestety jest to mocno zarośnięte chaszczami i trudno dostępne. Na samym szczycie znajduje się budowla z niespojonych kamieni, która wygląda jak ruina blokhauzu - owal o wymiarach 8 na 4 m, wysokość muru miejscami 1 m, grubość 30 - 50 cm. Nie ma to śladów strzelnic ani wejścia, ale nie jest to też fundament pod wieżę bądź cokolwiek innego.
Ze szczytu zszedłem na przełaj przez las do torów, podziwiając po drodze piękne widoki (złoto - czarna ściana lasu, zielona jeszcze łąka) oraz stado pasących się tornistrów. W miejscu obozowiska ład i porządek, łąka równo skoszona, trawa zebrana. Kuchnia ziemna jest nieuszkodzona i gotowa do akcji, tylko biwakować. W ogóle wokół masywu jest kilka dogodnych miejsc do biwakowania (rozległe, płaskie łąki), mankamentem jest tylko brak wody.
Zdjęć brak, bo nie włożyłem karty do aparatu.
24 październik 2010
Kolejny poniedziałek, wtorek i sobota na planie zdjęciowym. Najpierw dwa dni w Książu, sceny we wnętrzach. Pierwszego dnia robiliśmy za obudowę drzwi, ale drugiego graliśmy już poważne role - wbiegaliśmy do pokoju kąpielowego, aby aresztować Chyrę, który chciał utopić Łukaszewicza. Scenariusz kazał nam być w częściowym dezabilu, więc na filmie będziemy wyglądać jak hołota. Dużym plusem tych dwóch dni była możliwość poszwendania się po niepilnowanym zamku, bez budzenia niezdrowej sensacji. Słaby punkt: większość pomieszczeń i tak była pozamykana.
Ostatni dzień naszej współpracy z filmem (tym razem klimatyczne, gotyckie podwórko przy ul. Więziennej we Wrocławiu) to jeszcze większy chaos, niż zwykle. Najpierw wymalowali mi wąsy na czarno, a potem się okazało, że największy austriacki mundur jest na mnie za mały. A jeszcze później, że w ogóle jestem niepotrzebny. Gefreiter został dokładnie ogolony, przebrany i zagrał w jednej scenie - i byliśmy wolni. Po filmie szwendaliśmy się po Rynku - zrekonstruowaliśmy patrol pruski w okrągłą, 250 rocznicę odbycia patrolu pruskiego na rynku. Rzadkie w Polsce zjawisko - większość ludzi nie zwracała na nas żadnej uwagi.
Fotki: Feldwebel - Jakub Frank 3, Feldwebel - Jakub Frank 4, Gefreiter - Jakub Frank
oficjalna strona filmu: DAAS
17 październik 2010
Od Martina Psenicki, oficera Intependence Company of Food, otrzymaliśmy paczkę linków do kolejnych galerii z Terezina.
Oto one: stepanka70, pj, arturek007, track44, nejkone, fabulousm, tylinek
Trafiły się także zdjęcia z ubiegłego roku: michljiri, gogo-foto
14 październik 2010
Poniedziałek po Terezinie to kolejny dzień na planie filmu DAAS. Przy pięknej pogodzie kręcone były sceny plenerowe w parku przy pałacu w Leśnicy. Tym razem dane nam było uczestniczyć w zdjęciach wraz z głównymi gwiazdami filmu: Janem Nowickim (graf von Nogai) i Olgierdem Łukaszewiczem (główny bohater, Jakub Frank).
Fotki: Feldwebel
12 październik 2010
Do Terezina jechalismy w poczuciu nieuchronnej klęski. Pierwszy raz, wojska mało, okolica obca, daleko i zimno, program na pierwszy rzut oka mało zachęcający. Zajechaliśmy już po ciemku, żadnego oznakowania, nic tylko odwrócić się na pięcie i wracać. Ale poczucie obowiązku zwyciężyło. Odnaleźliśmy obóz, zainstalowaliśmy się i udaliśmy na rozpoznanie terenu, oczekując dnia następnego.
W sobotę przy pięknej pogodzie rozpoczęła się część oficjalna. Poszóstną karetą przybyła cesarzowa Maria Teresa oraz cesarz Józef II. Przy kościele garnizonowym, w obecności Króla naszego Fryderyka dokonało się rozpoczęcie imprezy. Następnie oddziały przemaszerowały w miejsce wmurowania kamienia węgielnego twierdzy, gdzie dowódcy odznaczeni zostali pamiątkowymi medalami, dyplomami i szarfami.
Obawy o słabe przygotowanie imprezy nie sprawdziły się. Zaplanowano dwie bitwy, dzienną i nocną, obie w fosie przy reducie IV. Przygotowano ciekawy scenariusz - armia pruska atakowała wzdłuż fosy Austriaków, broniących grobli, a następnie zabarykadowanych w reducie. O wiele atrakcyjniej wypadła bitwa wieczorna, podczas której prowadziliśmy samodzielne działania, atakując z flanki kozły hiszpańskie i palisady obozu. Oddziały austriackie broniły się dzielnie, ale nic to nie dało - tego dnia dwukrotnie odnieśliśmy zwycięstwo.
Terezin (Theresienstadt) to twierdza, wybudowana w tym samym okresie, co Josefov (Josefstadt). Terezin jest znacznie większy, samo główne miasto jest rozleglejsze, do tego dochodzą jeszcze umocnienia za rzeką (tzw. Mała Twierdza). Jeśli chodzi o obwód obronny, to jest on dużo ciekawszy niż w Josefovie - rozbudowany o wysunięte dzieła obronne jest lepiej zachowany. Samo miasto natomiast jest nudne i nie ma nawet śladu tego specyficznego klimatu, jakim cechuje się Josefov.
Podsumowując - impreza bardzo dobrze zorganizowana, dużo wojska, wielu znajomych, ciekawie zorganizowane walki. Oprócz naszych, osiemnastowiecznych bitwe pokazano jeszcze walki z czasów I wojny światowej, w wykonaniu żołnierzy niemieckich, austrowęgierskich, angielskich, francuskich i włoskich. Mnóstwo widzów, o dziwo jakoś mniej dokuczliwych, niż zazwyczaj.
Nasze zdjęcia: Feldwebel, Hahn, AgnieszkaFeldwebel - powrót, Agnieszka - powrót
Inne galerie: Paulus 2003, Litomericky Denik 1, Litomericky Denik 2, Regiment Salm-Salm
Facebook: Radovan Bohumil Smokon, Michal Gallo
4 październik 2010
Na froncie krótka przerwa w działaniach bojowych, więc jest czas uzupełnić galerie zdjęć:
Z Koźla: Agnieszka, Krzysiek
oraz dwa patrole feldwebla:
Pole bitwy pod Strzegomiem i Dobromierzem
Wokół Wrocławia - Krobielowice, Lutynia, Leśnica
27 wrzesień 2010
W dniach 24 - 26 września w Niepołomicach odbyły się Pola Chwały - V Otwarte Spotkania Wargamingowe. W imprezie brało udział kilkadziesiąt grup historycznych, reprezentujących wszystkie nie mal epoki - od starożytności po współczesność. Regiment Alt Kreytzen reprezentowany był przez trzech żołnierzy.
Imprezę rozpoczęliśmy od wieczorno - porannego przemarszu przez Puszczę Niepołomicką, wraz z żołnierzami Księstwa Warszawskiego. W sobotę po południu nastąpiła główna część imprezy - pokazy walki i musztry w wykonaniu grup militarnych, jarmark historyczny, a wieczorem koncert Jacka Kowalskiego i długie spotkania w różnych obozowiskach. W niedzielę odbyła się parada wszystkich ekip przez centrum miasta oraz prezentacja grup na hipodromie poniżej zamku, a następnie dalsza część pokazów.
Impreza była nader ciekawa poprzez konfrontację ekip z różnych epok, ich wyszkolenia, wyposażenia i zwyczajów. Bardzo intensywny program wymuszał ciągłą uwagę, nie było czasu na nudę i zbijanie bąków. Przemarsz, choć niezbyt długi, skutecznie skrócił czas oczekiwania, a zmęczenie dało poczucie prawdziwej, wytężonych służby.
Nasze zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter Inne relacje i albumy: Do Broni 1, Do Broni 2, Gloria z Krakowa, Dominik
24 wrzesień 2010
23 września grupa żołnierzy Alt Kreytzen wzięła udział w dniu zdjęciowym na planie filmu "DAAS" w pałacu w Mosznej. DAAS to film o Jakubie Franku, osiemnastowiecznym awanturniku pochodzenia żydowskiego, który założył własną sektę i tworzył oddziały wojskowe. Nasi żołnierze odgrywali role szkolących się najemników.
zdjęcia: Gefreiter, Agnieszka, Zamek Moszna
21 wrzesień 2010
19 września odbyła się ostatnia impreza z zasadniczej części programu Fortfan, IV Dni Twierdzy Koźle. Przy pięknej pogodzie spotkały się oddziały dwóch epok - fryderycjańskiej i napoleońskiej, by po raz kolejny walczyć o twierdzę. Mimo zdecydowanie "napoleońskich" zamierzeń organizatorów impreza impreza upamiętniała przede wszystkim okrągłe rocznice zdobycia Koźla przez armię pruską pod dowództwem generała Walrave w 1745 r., oraz oblężenie Koźla przez Austriaków w 1760 r.
Główną część imprezy, w sobotę, rozpoczęła parada oddziałów przez centrum miasta. Po południu na jednym z bastionów odbyła się bitwa, a wieczór żołnierze i cywile walczących stron spędzili przy zabawie i muzyce. Wcześniej, w piątek i sobotę do południa miała miejsce konferencja popularnonaukowa, której elementem były prezentacje grup historycznych oraz referaty poświęcone historii Koźla i okolic.
Pierwsze fotki: Feldwebel, Hahn.
Tym razem na kolejne albumy trzeba będzie poczekać kilka dni.
7 wrzesień 2010
Trasa wycieczki prowadziła w Lutomii Dolnej na główny grzbiet Gór Sowich, przez Przełęcz Walimską, Wielką Sowę, Przełęcz Jugowską, Kalenicę, Przełęcz Woliborską, masyw Szerokiej na Przełęcz Srebrną.
W sobotę rano pogoda była już niewyraźna. Chłodno i gromadzące się chmury. Po jakiejś godzinie marszu zaczął padać deszcz, który w pewnej chwili rozwinął się do poważnej ulewy. Na szczęście byliśmy wtedy w lesie, co nas ochroniło przed poważniejszym zmoczeniem. I tak z powodu wcześniejszych opadów było bardzo mokro. Dość częste odpoczynki sprawiły, że tempo odbiegało od przyjętego turystycznego standardu. Na wielkiej Sowie zjawiliśmy się o godz. 15.00, do Zygmuntówki zaszliśmy na 18.00. Na Sowie przywitała nas piękna, słoneczna pogoda i dobra widoczność, natomiast w Zygmuntówce nadchodzące ciemne chmury i opad. Z tego powodu zrezygnowaliśmy z ustawiania namiotu i spaliśmy w schronisku.
Niedziela zaczęła się słonecznie. Bez większych problemów weszliśmy na Kalenicę, ale potem tempo zaczęło spadać. Szybko brakło nam wody, na Przełęczy Woliborskiej musieliśmy już nabierać wody w strumieniu. Tam też zaczęło krótko, ale ulewnie padać, co przeczekaliśmy w budzie. Zrezygnowaliśmy z pokonywania trasy głównym grzbietem i poszliśmy dalej trawersującym szlakiem wokół szczytów. Po pół godzinie marszu kolejna ulewa, tym razem dłuższa i jeszcze obfitsza, a po kilkunastu minutach znowu słońce. Z każdym kilometrem mniej sił. Końcówka po niewygodnej, kamienistej drodze wzdłuż twierdzy to już była mordęga.
Ogólnie pokonaliśmy około 45 km drogi, dwa dni po 8 godzin. Tempo znacznie słabsze, niż turystyczne. Nasze wyposażenie i buty znacznie utrudniają marsz - pokonanie tej trasy w wygodnym obuwiu i stroju turystycznym jest dużo łatwiejsze. Zwłaszcza ciężkie buty dają się we znaki - chyba wszyscy skończyliśmy z otarciami. Dokucza również ból ramion od wszystkich tornistrów, chlebaków, ładownic i karabinów, które trzeba dźwigać.
Mimo wszystko wycieczka była bardzo udana i z dużą niechęcia wracaliśmy do rzeczywistości.
Zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter
23 sierpień 2010
16 sierpnia 1762 na polach pomiędzy Dzierżoniowem a Piławą Górną miała miejsce ostatnia bitwa polowa wojny siedmioletniej na Śląsku. Armia austriacka feldmarszałka Dauna, próbująca odblokować oblężoną Świdnica, została powstrzymana przez korpus osłonowy generała Beverna, a następnie uderzeniem odsieczy pod dowództwem króla zmuszona do odwrotu. Austriakom nie udało się już więcej wejść na Śląsk. Oblężona Świdnica skapitulowała 12 października 1762 r.
Z okazji 248 rocznicy bitwy odbył się biwak w Masywie Rybaka (Fischerberg). W grupie dziewięcioosobowej, przy pięknej pogodzie przemaszerowaliśmy pod pomnik bitwy, gdzie uczciliśmy rocznicę salwą honorową. Upał sprawił, że pierwotny plan obejścia Rybaka i przemarszu na Zgubę (Verlorenberg - wzgórze, na którym mieścił się pruski obóz przed bitwą)trzeba było zredukować i z pomnika wrócić do obozu.
Na biwaku po raz pierwszy wykorzystaliśmy kuchnię ziemną, wykonaną osobiście przez gefrajtra. Urządzenie nie jest trudne do wykonania, sprawdziło się w użyciu. Udało się uniknąć większego mroku, chociaż dotychczasowa praktyka wskazuje, że biwak całkowicie ortodoksyjny jest w naszym wykonaniu chyba niemożliwy do realizacji.
I tym oto sposobem po sześciu kolejnych weekendach prusaczenia nadeszła przerwa w zajęciach.
Zdjęcia: Feldwebel, Gefreiter
17 sierpień 2010
W niedzielę, 15 sierpnia, minęła 250 rocznica bitwy pod Legnicą. Na polach wokół Pątnowa, na wschód od miasta, armia królewska Fryderyka Wielkiego pobiła korpus generała Laudona, atakujący od wschodu i południa. Armia austriacka straciła jedną z najlepszych okazji do zwycięskiego zakończenia wojny - zgromadzone pod Legnicą 3 korpusy (Dauna, Laudona i Lacy'ego) liczyły niemal 100 tys. żołnierzy, podczas gdy król Prus dysponował jedynie 30 tys. wojska. Ponadto w niewielkiej odległości w stronę Wrocławia znajdował się rosyjski korpus generała Czernyszewa, liczący ponad 25 tys. żołnierzy. Pomimo tak niekorzystnych okoliczności armia pruska pobiła część wojsk przeciwnika i zdołała wymknąć się z potrzasku.
Biwak znajdował się w Spalonej, około 3 km od centrum pola bitwy, w miejscu, gdzie po walce gromadziły się pokonane oddziały austriackie. W biwaku udział wzięły grupy z Niemiec: Freidragoner von Kleist oraz Churfurstliches Sachsisches 3. Kreisregiment, oraz Klaus z cesarskiego regimentu Salm. Pogoda dopisała, chociaż nie obyło się bez opadów, w związku z czym trzeba było zrezygnować z przemarszu przez pole bitwy.
W sobotę rano oddziały pojechały do Legnicy gdzie obejrzały pozostałości pomnika w Lasku Złotoryjskim, w miejscu w którym dwa dni przed bitwą znajdował się obóz pruski. Następnie przemaszerowały przez centrum miasta do Akademii Rycerskiej, gdzie odbyła się prezentacja grup. Po krótkiej przerwie grupy przemaszerowały pod zamek, oddając po drodze salwy, a następnie powróciły na biwak. W godzinach popołudniowych ochotnicy udali się na pole bitwy, obejrzeć ruiny pomnika, a o godzinie 18.00 odbyła się inscenizacja bitwy.
Biwak, choć niewielki, okazał się bardzo udany i spotkał się z żywym zainteresowaniem lokalnej społeczności.
Tym razem niewiele fotek: album Agnieszki
9 sierpień 2010
Armia pruska nie próżnuje. Siedmioosobowa grupa żołnierzy i jeden cywil wzięli udział w kolejnym biwaku, tym razem na Forcie Grochowskim. Początkowo zapowiadało się bardzo źle - po drodze dwukrotnie przejeżdżaliśmy przez gwałtowne ulewy, co skłoniło nas do rozważań o przeniesieniu się gdzieś pod dach. Po dotarciu na miejsce okazało się jednak, że nie jest aż tak źle, a koło południa deszcz przestał padać i wyjrzało słońce.
Popołudniowa piękna pogoda zachęcała do wyjścia, więc oddział udał się na patrol w kierunku Braszowic. Przeszliśmy przez Grochową (Oooo, prawdziwe wojsko idzie !!!) do Braszowic, a stamtąd na jeden z szańców na południe od wsi i z powrotem do obozu.
Niedziela zaczęła się pod znakiem deszczu, co skutecznie zniechęciło najpierw do wczesnego wstawania, a następnie do jakichkolwiek poważniejszych zajęć. Między innymi trzeba było zrezygnować z wyjścia na dwa najlepiej zachowane szańce na północno - wschodnich zboczach Grochowej. Jak zwykle nie było też czasu na ćwiczenie musztry. Znaczną część poranka zajęło obfite, całkiem niepruskie śniadanie. Około południa trzeba było już zacząć zwijać biwak, na koniec tylko krótka strzelanina i już nas nie było.
Nasze zdjęcia: Feldwebel, Agnieszka, Gefreiter, Marcin
4 sierpień 2010
250 rocznica bitwy pod Warburg.
Jedna z najlepszych imprez, na jakich byliśmy. Doskonała organizacja, atrakcyjne miejsce, dobry scenariusz bitwy (niestety gorsze wykonanie, to był najsłabszy punkt całej imprezy), wielu nowych znajomych - warto było jechać te 650 km. W sobotę wieczorem i niedzielę otrzymaliśmy gratulacje od wszystkich właściwie grup za sprawność, dobrą postawę, wygląd i wrażenie ogólne, a ja zostałem uznany za najlepiej wydającego komendy. Może było w tym trochę kurtuazji, ale nie sądzę, żeby kilkadziesiąt osób zmówiło się tylko po to, aby nam kadzić.
Szkoda, że było nas tak niewielu, występowaliśmy jako najmniejszy pluton w linii (łącznie siedem osób). Niestety takie wyjazdy są dość męczące i nie dla wszystkich możliwe do realizacji - wyjechaliśmy w czwartek, wróciliśmy w poniedziałek.
Nie przyjechało tylu rzemieślników, ilu było zgłoszonych, ale i tak zajmowali znaczną część obozu. Ceny takie jak w internecie lub wyższe, ogólnie zwykle dwukrotnie wyższe niż u nas. Buty francuskie podkute, bez klamry, raczej marnej jakości - 125 euro. Fajeczki gliniane najmniejsze 3 euro, miska drewniana do jedzenia 15 euro, drajszpice od 60 do 150 euro. Największym powodzeniem cieszyły się saboty - widziałem, że sporo ludzi je kupowało.
Podsumowując - bardzo udana impreza. Ze znajomymi Niemcami planujemy wyjazd na przyszły rok na 10 dni: Minden - pięć dni biwak - Fulda. Czy się uda - zobaczymy w przyszłym roku.
Nasze zdjęcia: Feldwebel - obóz, Feldwebel - Heinberg, Feldwebel - Warburg, Agnieszka - obóz i bitwa, Agnieszka - Warburg
Inne zdjęcia: Ossendorfer Kanoniere, Westfalen Blatt, Martin Psenicka.
27 lipiec 2010
W dniach 23 - 25 lipca odbyliśmy kolejny biwak z okazji rocznicy bitwy pod Burkatowem i Lutomią. Niestety na tej imprezie chyba nie udało się zrealizować żadnego z początkowych założeń.
Z początkowych 15 uczestników + Austriaków ostało się ostatecznie 6 + 2 gości. Pogoda zdecydowanie odmówiła współpracy, czego wynikiem było odwołanie tradycyjnego nocnego przemarszu i konieczność wprowadzenia w życie ersatz-planu. W piątkową noc i sobotę lało praktycznie bez przerwy, więc rezerwowy przemarsz odbył się w błocie i wilgoci - z obozu udaliśmy się na pomnik a następnie na Belvedereberg do ruin drugiego pomnika, aby w końcu dojść do Bystrzycy, Burkatowa i ostatecznie powrócić do obozu. W niedzielę już wszystko wyschło i pojawiło się słoneczko. Udaliśmy się na kolejny przemarsz, jednak zmęczenie sobotnie dało się we znaki i po kilkukilometrowym "patrolu" po łąkach i lesie powróciliśmy w miejsce zakwaterowania.
A teraz plusy imprezy: bardzo dobre miejsce - łąka na samym stoku gór. W pobliżu strumień - dobry dostęp do wody z potoku. Widoki przepiękne. Zeszłoroczna latryna po modernizacji spełniła swoje zadanie. Kuchnia ziemna, a właściwie coś na jej kształt, podgrzewała SJŚPPŻ, która smakowała wybornie, podobnie jak inne potrawy pichcone w garach. Mimo, że było mokro nikt nie marudził, a wilgotny przemarsz rozmokłymi drogami pozwolił wczuć się w klimat jaki panował na polu bitwy 248 lat temu.
Podsumowując impreza ta była naprawdę najbliższa ortodoksyjnej wizji rekonstrukcji pomijając oczywiście wszędobylski plastik, na którego usunięcie nie było pomysłu i w walce z nim ponieśliśmy klęskę.
Zdjęcia z imprezy: Gefreiter, Agnieszka.
20 lipiec 2010
W dniach 18 - 20 lipca odbyła się w Josefovie impreza z cyklu Fortfan. Biwak zlokalizowany był na Bastionie IV twierdzy, przekazanym do użytku miejscowym artylerzystom.
Motywem przewodnim miała być rocznica bitwy pod Soor - inscenizacja miała nawiązywać do ataku armii pruskiej na szańce Austriaków. W imprezie wzięły udział przede wszystkim grupy napoleońskie, co spowodowało zwyczajowy chaos na polu bitwy. Imprezie towarzyszył piekielny upał, który w sobotę wieczorem zaowocował burzą i ulewą, trwającą do niedzielnego południa.
Fotki z imprezy i wycieczek: Gefreiter, Feldwebel - w drodze do Josefova, Feldwebel - grupa warowna Dobrosov.
28 czerwiec 2010
Przy pięknej pogodzie odbyła się w Kamiennej Górze impreza z okazji 250 rocznicy bitwy pod Landeshut. Zjechało się niemal stu uczestników z grup: IR von Kalnein, IR von Itzenplitz, IR Jung Braunschweig, IR Alt Kreytzen, GR von Lattorff, Chur. - Sachs. 3. Kreisregiment, IR Deutschmeister, Fortecni Artillerie Josefov, Herzogl. Jaegercorps von Anhalt - Dessau, Freibat. von Wunsch.
W sobotę rano grupa udała się do Krzeszowa, gdzie zwiedziła zespół klasztorny, a następnie przez Betlejem i wzgórze Długosz przemaszerowała do Kamiennej Góry. Tam na Rynku oddziały zaprezentowały się i oddały salwę, w towarzystwie kilkudziesięciu Harleyów.
Wieczorem nad zalewem zainscenizowana została bitwa, w której zwycięstwo, jak 250 lat temu, odnieśli Austriacy.

23 czerwiec 2010
23 czerwca 1760 r. odbyła się bitwa pod Kamienną Górą (Landeshut), która znana jest w niemieckiej historiografii jako pruskie Termopile. Pruski korpus generała de la Motte Fouque (liczący około 12 tys. żołnierzy) został całkowicie rozbity przez austriackie oddziały generała Laudona (około 32 tysięcy żołnierzy).
Na początku czerwca armia austriacka weszła na Śląsk. Główne siły pod dowództwem feldmarszałka Dauna skierowały się na Kłodzko. Korpus generała Laudona został skierowany przeciwko osłaniającemu wejście na Śląsk i Łużyce przez Bramę Lubawską niewielkiemu korpusowi generała de la Motte Fouque. Oddziały pruskie rozlokowane były na oszańcowanym paśmie wzgórz wokół Kamiennej Góry. 23 czerwca, około 2 w nocy oddziały austriackie rozpoczęły atak. Mający trzykrotną przewagę liczebną Austriacy mimo zaciętego oporu zepchnęły Prusaków z ich pozycji. Oddziały pruskie podzieliły się na dwie grupy - jedna wycofywała się przez Krzeszów do Przedwojowa, broniąc się na kolejnych niewielkich wzgórzach. Druga grupa wycofywała się przez Kamienną Górę w stronę Daleszowa. Obie grupy zostały ostatecznie otoczone i rozbite.
Prusacy stracili cały korpus. Zginęło lub zostało rannych prawie 4 tys. żołnierzy, do niewoli dostało się 8315 ludzi, w tym 3 generałów, 12 pułkowników, 14 majorów, 46 kapitanów i 150 poruczników. W ręce austriackie dostało się 67 dział, 42 chorągwie, 2 sztandary, 2 srebrne kotły i wszystkie tabory. Straty austriackie wyniosły 18 oficerów i 750 żołnierzy zabitych oraz 81 oficerów i 2114 żołnierzy rannych.
Po bitwie korpus Laudona powrócił pod Kłodzko, gdzie po miesięcznym oblężeniu w dniu 26 lipca 1760 r. zdobył szturmem twierdzę. Już do końca wojny twierdza kłodzka pozostała w rękach Austriaków.
21 czerwiec 2010
Impreza z okazji 253 rocznicy bitwy pod Kolinem rozpoczęła się pod znakiem deszczu. Już w drodze dopadła nas ulewa. Przyjechaliśmy wieczorem i było jeszcze sucho, ale było już zimno i wiał przenikliwy wiatr. O zmierzchu rozpadało się i w nocy była już regularna ulewa.
Sobota rozpoczęła się nieśmiało wyglądającym spoza chmur słońcem. Z każdą chwilą przecierało się i było coraz cieplej. Pierwszy punkt programu to potyczka jak zwykle na boisku w Svojsicach. Tym razem broniliśmy działa przed przeważającymi siłami Austriaków. Mimo bohaterskiej postawy i odpierania ataków bagnetami trzeba było skapitulować. Po bitwie jak zwykle poczęstunek w postaci kiełbasy, piwa i oranżady.
Następnie wyruszyliśmy na wycieczkę. Odwiedziliśmy Losany, w których znajdują się masowe groby żołnierzy zmarłych po bitwie. Zwiedziliśmy także centrum Kolina.
W wieczornej bitwie mieliśmy za zadanie zdobyć i utrzymać wieś. To pierwsze udało się, przy czym uprowadziliśmy pewną liczbę wieśniaczek i dziatwy. Działania nasze spotkały się z kontrakcją oddziałów austriackich, które po rozpoznaniu sytuacji za pomocą pandurów i graniczarów uderzyły wszystkimi siłami. Pięciokrotna przewaga liczebna przeciwnika z góry skazała nas na porażkę.
W niedzielę rano wzięliśmy udział w uroczystości odsłonięcia ossuarium - kamienia pamiątkowego w miejscu grobu 50 żołnierzy, poległych w bitwie i pochowanych w pobliżu pomnika upamiętniającego bitwę.
Mimo trudnego początku impreza upłynęła pod znakiem dobrej pogody i jak zwykle dobrej zabawy.
Nasze fotki: Marcin, Feldwebel, Gefreiter, Agnieszka
Inne zdjęcia: Kolinski.denik.cz, Majkkl.
film: bednarikjan
14 czerwiec 2010
W sobotę 12 czerwca odbyło się przełożone odsłonięcie tablicy informacyjnej o bitwie przy kościele w Małujowicach. Udział wzięło 20 żołnierzy z regimentów Alt Kreytzen i von Lattorff. Następnie grupa udała się do Brzegu, gdzie wykonaliśmy krótki przemarsz przez rynek, a następnie symboliczną potyczkę między stronami. Wizytę zakończyło zwiedzanie zamku Piastów Brzeskich.
W drodze powrotnej odwiedziliśmy turniej rycerski w Oławie, gdzie spotkaliśmy wielu znajomych, zaprzyjaźnionych już wojów i rycerzy oraz zostaliśmy ugoszczeni pokaźną porcją jadła. Z powodu późnej pory i napiętego programu wizyta była krótka i obyło się bez pokazu.
fotki: Małujowice - Brzeg, , Oława
8 czerwiec 2010
W dniach 4 - 6 czerwca odbyły się w Świdnicy III Rekonstrukcje Historycznych Bitew. Impreza, zorganizowa w ramach programu FORTFAN, zgromadziła 140 uczestników z różnych epok oraz setki widzów. Dwa dni trwały koncerty, pokazy musztry, dawnych rzemiosł, oraz walki i bitwy, aby zakończyć się w niedziele zawarciem pokoju pomiędzy wszystkimi stronami.
nasze zdjęcia: Gefreiter, Hahn1, Feldwebel, Agnieszka, Hahn2
inne: Gazeta.pl, Naszemiasto.pl, Dziennik.swidnica.pl 1, Dziennik.swidnica.pl 2, Nowy Tygodnik Świdnicki, Świdnica24.pl 1, Świdnica24.pl 2, Swidniczka.pl
Wszystkich, którzy mają ciekawe zdjęcia lub filmy i chcieliby się nimi podzielić, prosimy o kontakt na adres: regiment@altkreytzen.org.pl lub telefoniczny: 603 244-245
24 maj 2010
W dniach 19 - 22 maja odbył się w Świdnicy Kongres Regionów. Z tej okazji regiment wykazał się aktywnością i zaprezentował się kilkakrotnie.
W piątek feldwebel w ramach programu FORTFAN reklamował wśród gości kongresowych i mieszkańców świdnicką imprezę, czyli III Rekonstrukcje Historycznych Bitew.
W sobotę w południe zademonstrowaliśmy pokaz musztry, w sile 9 osób. Ze względu na zaległości szkoleniowe nie wykonaliśmy nic bardziej skomplikowanego - zwroty w miejscu, broń do nogi i na ramię, oraz obroty plutonem. Według zasłyszanych plotek zrobiliśmy dobre wrażenie.
Zaraz potem wyjazd do Ratiboric (kilka kilometrów za Nachodem) na Cesarskie Manewry, w cztery osoby: feldwebel, gefreiter, Karolina i Robert. Miała być wielka impreza z tłumem widzów, okazała się, że wojska było może ze 100 osób, widzów niewiele więcej. Dołączyliśmy do plutonu, złożonego ze Srebrnej Góry i Kłodzka. Potyczka na motywach walk z 1866 r. rozgrywała się w malowniczych okolicach zamku w Ratiboricach.
W niedzielę w trójkę (feldwebel, gefreiter, Karolina) uskuteczniliśmy wycieczkę pieszą: Witoszów - Jezioro Daisy - Palmiarnia w Lubiechowie - Książ - Świebodzice. Około 15 km w dość trudnych warunkach - błoto, parno i gorąco. Daliśmy sobie popalić porządnie. Ale warto było, bo okolica atrakcyjna.
fotki: gefreiter, feldwebel Ratiborice, feldwebel wycieczka
4 maj 2010
Biwak Świąteczny w Forcie nr 2 upłynął szybko, a nawet zbyt szybko. Udział wzięły grupy Alt Kreytzen, Legia Polsko Włoska z Nysy, 1 Pułk Strzelców Konnych z Sobótki i artylerzyści austriaccy z Javornika. Mimo przelotnych opadów deszczu pogoda ogólnie dopisałą, co pozwoliło na zwiedzenie szeregu nyskich fortyfikacji oraz ćwiczenia musztry.
Nasze zdjęcia: gefreiter, feldwebel 1, feldwebel 2, feldwebel 3, Agnieszka
25 kwiecień 2010
W 3 Historycznych Spotkaniach w Gustebieser Loose wzięło udział około 80 osób z kilkunastu grup rekonstrukcyjnych z Niemiec i Polski. Pogoda dopisała, co pozwoliło na odbycie dwóch potyczek oraz ambitny program towarzyski.
Nasze zdjęcia: feldwebel, Agnieszka
22 kwiecień 2010
Dotarła do nas wiadomość, że na imprezie z okazji 250 rocznicy bitwy pod Kamienną Górą zjawi się ekipa BBC, realizująca film o królu pruskim Fryderyku Wielkim. Ekipa będzie w Polsce także w Kostrzynie i Kunowicach (w maju), a w czerwcu chce zrealizować sceny batalistyczne i obozowe z udziałem rekonstruktorów.
Bez fałszywej skromności trzeba napisać, że zainteresowani są naszą grupą. Materiały filmowe z rocznicy bitwy pod Kunowicami zrobiły na nich duże wrażenie, szczególnie liczebność i wygląd naszej ekipy.

10 kwiecień 2010
W dniu dzisiejszym, o godz. 8.56 w pobliżu lotniska wojskowego pod Smoleńskiem rozbił się polski samolot prezydencki, z delegacją zdążającą na uroczystości rocznicowe w Lesie Katyńskim.
Po raz drugi okolice Smoleńska stały się miejscem ogromnej tragedii państwa i narodu polskiego. Zginęli Prezydent RP Lech Kaczyński z małżonką, Prezydent Ryszard Kaczorowski, wicemarszałkowie Sejmu Krzysztof Putra i Jerzy Szmajdziński, wicemarszałek Senatu Krystyna Bochenek, 15 posłów i senatorów, wysocy urzędnicy Kancelarii Prezydenta, przedstawiciele Rodzin Katyńskich, Szef Sztabu Generalnego WP gen. Franciszek Gągor, dowódcy wszystkich rodzajów wojsk WP, dziennikarze, goście, załoga samolotu, łącznie 96 osób.
Cześć ich pamięci!
W związku z tragedią wszystkie imprezy zostały odwołane. Uroczystość odsłonięcia tablicy pamiątkowej w Małujowicach z okazji 269 rocznicy bitwy zostanie przełożona na inny termin.
6 kwiecień 2010
Uzupełniony i poprawiony został kalendarz imprez 2010.
29 marzec 2010
W minioną niedzielę czterosobowa delegacja żołnierzy z regimentu Alt Kreytzen wraz z grupą 11 żołnierzy z Garnizon Regiment von Lattorf z Koźla i jedną markietanką wzięła udział w XXXV Jarmarku Wielkanocnym, zorganizowanym w Muzeum Wsi Opolskiej w Bierkowicach. Część oficjalna, połączona z wręczeniem dyplomów po rozstrzygnięciu konkursu "Kroszonki Opolskie 2010" oraz wręczeniem medali GLORIA ARTIS uświetniona została pokazem musztry, a imprezę zakończyła niewielka potyczka w błocie.... która zakończyła się zwycięstwem regimentu von Lattorf.
Mimo nienajlepszej pogody - co chwila padał przelotny deszcz, a alejki zamieniły się w błotniste kałuże - przez jarmark przewinęły się tłumy ludzi, a szybko obu regimentów szybko stali się wdzięcznym tłem rodzinnych zdjęć.
nasze zdjęcia: Agnieszka
inne relacje: Gazeta.pl Opole, Telewizja Opole (ok. 6 min. 25 sek.)
20 marzec 2010
Zarząd Sudeckiego Towarzystwa Rekonstrukcji Historycznej podjął w dniu 15 marca uchwałę o przeprowadzeniu Walnego Zebrania członków Towarzystwa w dniu 24 kwietnia br. o godz. 14.00 w obozie wojskowym w Gustebieser Loose.
program:
1. otwarcie zebrania, sprawdzenie listy obecności i listy uprawnionych do głosowania.
2. sprawozdanie Zarządu Towarzystwa z działalności w 2009 r.
3. przyjęcie programu działań Towarzystwa na 2010 r.
4. przyjęcie budżetu Towarzystwa na 2010 r.
5. informacja Zarządu o sprawach bieżących.
6. dyskusja, wolne wnioski.
7. zamknięcie zebrania.
Projekty odpowiednich dokumentów członkowie Towarzystwa otrzymają pocztą elektroniczną.
Krzysztof Czarnecki
przewodniczący Zarządu Towarzystwa.
1 marzec 2010
Kolejnym biwakiem grupa żołnierzy regimentu Alt Kreytzen upamiętniła rocznicę bitwy pod Braszowicami. Pogoda dopisała - odwilż usunęła większość śniegu, pozostały tylko gdzieniegdzie nawiane grubsze płaty. Dokuczliwy momentami był dość silny wiatr, jednak weekend był słoneczny i ciepły. W piątek feldwebel przemaszerował z Bożkowa do Srebrnej Góry, oglądając pod drodze miejsce potyczki w Czerwieńczycach z 4 czerwca 1807 r. W sobotę obejrzeliśmy miejsce bitwy między Braszowicami a Pawłowicami oraz kościół w Braszowicach, na dziedzińcu którego pochowano poległych w bitwie. Następnie przeszliśmy przez Masyw Brzeźnicy do Srebrnej Góry, zwiedzając przy okazji szaniec grochowski z 1813 r. W niedzielę krótka przechadzka w stronę Nowej Wsi Kłodzkiej i podziwianie widoku twierdzy z Łysej Góry.
Nasze albumy: Feldwebel 1, Feldwebel 2, Feldwebel 3, Gefreiter, Agnieszka
25 luty 2010
Nakładem wydawnictwa Chronicon ukazała się książka "Bitwa pod Lutynią (1757). Historia i tradycja" pod redakcją R. Żerelika, S. Rosika i G. Borowskiego. Jest to zbiór studiów i referatów z konferencji, która towarzyszyła obchodom 250 rocznicy bitwy pod Lutynią, zorganizowanej przez Instytut Historyczny Uniwersytetu Wrocławskiego i Muzeum Regionalne w Środzie Śląskiej. Wśród autorów m.in. J. Maroń, R. Kisiel, L. Marek. Książka pojawi się w najbliższych dniach w księgarniach akademickich w całej Polsce, nie będzie natomiast rozprowadzana przez popularne księgarnie sieciowe (EMPiK, Matras...). Publikację można też nabyć bezpośrednio w wydawnictwie.
Szczegóły publikacji wraz ze spisem treści na stronie wydawnictwa:
Bitwa pod Lutynią.
13 luty 2010
14 lutego 1745 r. - bitwa pod Bystrzycą Kłodzką
Po nieudanej kampanii 1744 r. w Czechach armia pruska z dużymi stratami wycofała się na Śląsk. W ślad za nią postępowały oddziały austriackie. Niewielki korpus feldmarszałka lejtnanta Wallisa miał za zadanie zdobyć twierdzę w Kłodzku. Do Hrabstwa Kłodzkiego Fryderyk skierował korpus generała majora Lehwaldta, który miał wyprzeć Austriaków z Hrabstwa i odblokować obleganą twierdzę. Prusacy mieli 14 batalionów piechoty i 14 szwadronów jazdy oraz ciężką artylerię - ściągnięte z twierdzy w Nysie sześć armat dwunastofuntowych i 3 haubice. Naprzeciw Prusaków stanęło 9 batalionów (z 2 kompaniami grenadierów) i 23 szwadrony Austriaków, z dwiema zaledwie trzyfuntowymi regimentówkami. Na wieść o nadciąganiu oddziałów pruskich feldmarszałek Wallis wydał rozkaz przerwania oblężenia Kłodzka i wycofania się do Bystrzycy Kłodzkiej. Wieczorem 13 lutego awangarda pruska starła się z z austriackimi huzarami pod Starym Waliszowem. Podczas narady dowódców w dworze w Pławnicy Austriacy podjęli decyzję o cofnięciu się z niekorzystnej pozycji– odwrót nastąpić miał rano. Rankiem jednak nie było czasu na realizację tego planu – przed godziną 7 rano Prusacy zaatakowali.
Prawe skrzydło pruskie, które tworzyły 3 bataliony grenadierów i 10 szwadronów huzarów, ruszyło z zachodniej części Starego Waliszowa na południe. Zadaniem tych jednostek było ubezpieczenie ciężkiej artylerii, przeznaczonej głównie do odpierania ataków austriackiej jazdy. Niezniszczony most na Pławnej został obsadzony przez grenadierów, huzarzy zaś wysunęli się naprzód i podeszli pod wzgórze przy kaplicy św. Floriana (tuż przy Bystrzycy Kłodzkiej), które stanowiło punkt oporu na lewym skrzydle austriackim. Rejonu tego broniło ok. 1100 kawalerzystów).
Równolegle z grenadierami i huzarami posuwała się do przodu pruska grupa główna, a manewr ten odbywał się w czasie gwałtownej śnieżycy. Gdy grenadierzy osiągnęli most, grupa główna natomiast obszar tzw. wzniesień pławnickich, przejaśniło się i oczom Prusaków ukazała się austriacka linia. Pruska artyleria, która na początku podążała za batalionami grenadierów, zajęła wkrótce pozycje i ostrzelała najpierw jazdę prawego skrzydła Austriaków, potem zaś ich piechotę w centrum. W trakcie ostrzału pruska piechota grupy głównej, w której szyki wdarł się nieco nieporządek - wskutek długiego dojścia i przedzierania się przez lasy - została zatrzymana i uporządkowana. Około południa pruscy piechurzy, ostrzeliwani przez obie austriackie regimentówki, podjęli dalszy marsz w kierunku południowym.
Gdy pruska piechota wyszła z lasu, uderzyła na nią kawaleria austriacka prawego skrzydła (2 regimenty huzarów po 5 szwadronów każdy i 200 jeźdźców niemieckich). Po początkowych sukcesach (kawalerzyści austriaccy wycięli m.in. część obsługi pruskich regimentówek) Austriacy zostali zmuszeni do odwrotu na pozycje wyjściowe wskutek flankowego ostrzału prowadzonego przez batalion z regimentu Jeetze i ataku 4 szwadronów huzarów Soldana. Na widok odwrotu kawalerii banaccy graniczarzy, znajdujący się na samym skraju prawego skrzydła austriackiego, rozpoczęli - nieuzgodniony z dowództwem - odwrót. W rezultacie znajdujące się w centrum oddziały austriackie zostały pozbawione osłony z flanki i wkrótce spadło na nie silne pruskie uderzenie.
Gdy dystans między liniami wojsk obu stron wynosił ok. 100 kroków, Prusacy rozpoczęli walkę ogniową. Prusacy brnęli w śniegu we wzorowym porządku i strzelali jak na placu ćwiczeń. Kiedy zbliżyli się na odległość ok. 20-40 kroków do Austriaków, ci nie wytrzymali i rozpoczęli niekontrolowany odwrót, pozostawiając obie regimentówki. Nie powiodły się próby opanowania sytuacji przez austriackich oficerów. Atak pruskiej piechoty trwał zaledwie 15 minut i zadecydował o wyniku całego starcia!
Po tym, jak prawe skrzydło i centrum zaczęły się cofać, o odwrocie musieli też pomyśleć kawalerzyści broniący rejonu kaplicy św. Floriana. Na tym odcinku natarły 3 bataliony grenadierów i 10 szwadronów huzarów. Austriaccy kawalerzyści wycofali się i zajęli nową pozycję przy dworze w Pławnicy, ubezpieczając odwrót uciekającej piechoty z pozycji centralnej. Pruski pościg zatrzymał się przy dworze w Pławnicy „z powodu wielkiego zmęczenia koni i zapadających ciemności”.
W wyniku potyczki Prusacy stracili 181 ludzi - 21 zabitych, 151 rannych i 9 zaginionych. Straty Austriaków były znacznie wyższe: ubyło z ich szeregów 550 ludzi (90 spośród nich stanowili jeńcy). 17 lutego ostatnie oddziały austriackie zostały wyparte z okolic Międzylesia. Całe Hrabstwo Kłodzkie dostało się w ręce pruskie.
Dwór Wallisów w Pławnicy na początku XVIII w.
25 styczeń 2010
W miniony weekend grupa żołnierzy z regimentu Alt Kreytzen urządziła w Nysie biwak z okazji 298 urodzin Króla. Elementem biwaku był zimowy przemarsz z Otmuchowa do Nysy na północ od Jeziora Nyskiego. W planie było przejście głównie drogami terenowymi do Goświnowic, dalej również polami wzdłuż linii kolejowej i przez dawny poligon do Fortu nr 2 w Nysie, gdzie miało nastąpić zakończenie przy ognisku. Cała trasa miała liczyć 14 - 15 km.
Zaczęliśmy od zwiedzania zamku w Otmuchowie. Następnie wyszliśmy drogą w kierunku Grądów, by po jakichś dwóch kilometrach skręcić w pola pomiędzy Ulanowicami i Suszkowicami w kierunku Goświnowic. Warunki były bardzo trudne. W chwili startu temperatura powietrza wynosiła około -15 C. Na polach zalegała gruba warstwa zleżałego śniegu, przekraczająca miejscami pół metra. Po jakichś dwóch kilometrach przedzierania się przez pola doszliśmy do Kolumny Boga Ojca nad Ulanowicami. Jednogłośnie stwierdziliśmy brak większego sensu kontynuowania marszu w takich warunkach. Groziło to w najlepszym razie kilkugodzinnym opóźnieniem. Zeszliśmy do Ulanowic, stamtąd drogami do Grądów i Goświnowic, skąd autem dotarliśmy do Nysy. W sumie przeszliśmy około 10 km.
Na Forcie nr 2 spotkaliśmy się z grupą grenadierów Legii Polsko Włoskiej, która nas serdecznie ugościła w ogrzanej kazamacie. Następnie udaliśmy się na Bastion św. Jadwigi, gdzie wspólnie spędziliśmy resztę wieczoru. W niedziele odwiedziliśmy jeszcze Fort Prusy, ale z powodu jeszcze niższej temperatury (około -20 C) ograniczyliśmy się do drugiego śniadania przy kominku i ruszyliśmy do domów.
Nasze fotki: feldwebel, Agnieszka
11 styczeń 2010
Grupa żołnierzy ze Świdnicy wzięła udział w zbiórce Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Mimo bardzo trudnych warunków udało się zebrać 453 zł i 29 gr. - więcej, niż w ubiegłym roku.

Na zdjęciu razem z grupą policjantów z oddziałów prewencji oraz grupą ASG Fenix Świdnica
9 styczeń 2010
9 stycznia 1741 r. miała miejsce pierwsza potyczka pierwszej wojny śląskiej - walka o Otmuchów. W mieście znajdowało się pięć kompanii grenadierów (2 z regimentu Franz Lothrngen, po jednej z regimentów Haller, Browne, Grunne). We wsiach na południe od Nysy rozłożonych było osiem kompanii nowo zorganizowanego regimentu Harrach (po dwie w w Trzeboszowicach, Ściborzu i Mesznie, po jednej w Broniszowicach i Wierzbnie). Od zachodu miasteczko osłaniało pięć szwadronów dragonów Lichtenstein (w Ligocie Wielkiej i Sarnowicach).
Siły pruskie nadeszły drogami od Ząbkowic i Ziębic. Składały się z z pięciu batalionów piechoty (dwa z regimentu Kleist, I/Schwerin, I/Sydow, II/Markgraf Heinrich), czterech szwadronów kirasjerów Prinz Friedrich oraz 30 huzarów. Po niewielkim oporze (straty pruskie wyniosły 5 zabitych) siły austriackie wycofały się w kierunku Nysy, a kompanie grenadierskie zamknęły w zamku (kilka dni wcześniej generał Browne nakazał uporczywą obronę i obiecał przysłanie posiłków). Wezwanie do kapitulacji nie odniosło skutku, a pruskie regimentowe trzyfuntówki nie zdołały rozbić bramy. Dopiero ściągnięcie cięższej artylerii umożliwiło atak. Austriacka załoga poddała się po wyczerpaniu amunicji i trafiła do niewoli.
3 styczeń 2010
Marsz Noworoczny odbył się w sile 7 osób. Pogoda jak na styczeń całkiem przyjemna - niewielki mróz, sucho i bezwietrznie, kilkucentymetrowa warstwa śniegu. Przed południem wydawało się, że wyjdzie słońce, jednak ostatecznie zachmurzenie wzrosło i zrobiło się dość ponuro. Pojawił się także bardzo słaby, ale dokuczliwy wiatr. Po wcześniejszych opadach marznącego deszczu roślinność i podłoże pokryte były kilkumilimetrową warstwą lodu pod świeżym śniegiem. Mocno utrudniało to marsz, trasa zajęła nam dwukrotnie więcej czasu, niż przewidywał PTTKowski drogowskaz. Łącznie przeszliśmy około 15 km.

Wnioski:
1. Po godzinie marszu wszyscy mieli buty przemoczone na wylot. Wygląda na to, ze marsz w śniegu nie wpływa korzystnie na obuwie.
2. Rozpalenie epokowe ogniska w takich warunkach jest bardzo trudne i wymaga sporo czasu.
3. Po tych kilkunastu kilometrach marszu byliśmy porządnie zmęczeni, mimo że nie mieliśmy pełnego, regulaminowego wyposażenia. Na drugi dzień wyraźnie odczuwałem to w mięśniach.
4. Rozbicie obozu namiotowego w takich warunkach jest bardzo uciążliwe lub wręcz niemożliwe (nie badaliśmy podatności gruntu na przebijanie).
Podsumowanie: prowadzenie działań bojowych w warunkach zimowych jest dużo trudniejsze, niż mogło się wydawać. Ja sobie wróciłem do domu, wykąpałem się, zrobiłem mleko z miodem i uwaliłem do ciepłego łóżeczka. Trudno mi sobie wyobrazić, w jakim stanie armia zwlekała się mroźnym porankiem, po kiepsko przespanej nocy, w przemoczonych butach, przepoconej koszuli i 'przewiewnym' mundurze. A takich operacji zimowych w czasie wojen śląskich trochę było - chociażby bitwy pod Małujowicami (10.04.1741) i Lutynią (5.12.1759) toczone były przy mrozie i w śniegu. Tak więc trzeba będzie kiedyś jednak zrobić taki zimowy biwak z namiotami.
więcej zdjęć: feldwebel, gefreiter
1 styczeń 2010

1 stycznia 1741 r. oddziały pruskie korpusu marszałka Schwerina wkroczyły do Świdnicy. Jako pierwszy pojawił się w mieście regiment, którego marszałek był szefem, nr 24. Marszałek zajął na swoja kwaterę pałac opatów krzeszowskich, który ostatecznie otrzymał od króla w prezencie późniejszy gubernator kłodzki, pułkownik de la Motte Fouque. Pierwszym garnizonem był batalion von Grumbkow. Żołnierzy zakwaterowano w domach mieszczan, nawet po czterdziestu w jednym budynku. Rada miejska została rozwiązana, a na jej miejsce król mianował nową, złożoną wyłącznie z protestantów. 1 lutego 1741 r. odprawione zostało pierwsze protestanckie nabożeństwo dla żołnierzy garnizonu. Król pojawił się w Świdnicy po raz pierwszy 24 lutego i kilka dni mieszkał w kamienicy Hochbergów przy Rynku.
|